Biuletyn

    Archiwum

    Strzelnica w Serebryszczach

    Minął już rok od mojego ''wziemiowzięcia''. Od tego ważnego dnia czas wydaje się dłużyć. Dzisiaj mamy Święto Niepodległości Polski. Nasz kraj w latach ‘08/09 dla mnie i innych mi podobnych nie wyglądał na demokratyczny tak więc i dziś wstrzymam się z entuzjazmem.

    Po zaledwie dwóch/trzech tygodniach zapoznania się z warunkami panującymi na lubelskiej jednostce wojskowej rozpoczęto z nami trening przygotowujący do wyprawy na strzelnicę. Trzy plutony zaprowadzono z karabinami niedaleko parku BWPów, na otwartą przestrzeń. Szkolenie opierało się na wydawaniu rozkazów przez przełożonych i zajmowaniu pozycji do strzelania. Jak na chłodny listopad, leżenie w trawie i wstawania (oczywiście w odpowiedni sposób) tylko po to, aby powrotem zająć pozycję leżącą było dość uciążliwe, nie wspominając o złożoności całego procesu. Szereg poleceń był tak nie zrozumiały, że po pierwszym razem większość tylko pamiętała jak przeładowywać broń i aby mierzyć w stronę tarczy strzelniczej :) Kolejne wypady z czasem oswajały nas z tymi zasadami. Jakby nie patrzeć, trochę irytujące, ale chodzi o nasze bezpieczeństwo.

    Przyszedł czas na pierwsze strzelanie. Na sam początek ''mniej szkodliwe'' wiatrówki – marzliśmy i uczyliśmy się obsługi kałacha, aby ostatecznie strzelać z wiatrówki… - oraz wyprowiantowanie, czyli przyznano porcje żywnościowe w postaci podejrzanych puszek pod zastaw posiłków ze stołówki, których nie zjedliśmy. Do dyspozycji mieliśmy autobus z kierowcą, który wyprzedzał wszystko co widział na drodze. W czasie drogi, zatrzymaliśmy się w jednostce wojskowej w Chełmie (jakieś 80km od Lublina), aby zabrać kilka wiatrówek i amunicję. Następnie kilkanaście kilometrów jazdy na strzelnicę w miejscowości Serebryszcze. Gdy dotarliśmy na miejsce, przed naszymi oczami pojawiło się kilka stanowisk i jedna wieżyczka kontrolna z flagą na górze, której kolor decydował o zezwoleniu na strzelanie. Na otwartej przestrzeni wiał silny, zanim przyszła nasza kolej na strzelanie, zamarznięte palce powoli utrudniały korzystanie z broni. Pamiętam, że przydzielono mnie do feralnego stanowiska nr. 7 gdzie koledze przede mną wiatrówka lekko oparta o podpórkę sama wystrzeliła. Dostaliśmy chyba po 3 sztuki amunicji, a ruchome cele znajdowały się w odległości 50 metrów od nas. Leżenie z bronią wymierzoną w dal sprawia wiele trudności – CoD czy Medal of Honor zderzając się z rzeczywistością to zabawa dla dzieci. Po pierwsze, przynajmniej w moim przypadku, kolba była tak długa, że samo celowanie było niewygodne. Wszyscy mieli problemy ze znalezieniem celu, wydaje się że to tylko 50 metrów, a mimo wszystko figura była niezauważalna. Siła wiatrówki była mała, w barku czuło się jedynie słabe szturchnięcie. Jak w przypadku poprzednika, także i mi broń raz sama wystrzeliła. Dowódcy postanowili dać jeszcze jedną turę dla osób strzelających z siódmego stanowiska. Później we własnym gronie śmialiśmy się, że strzelaliśmy byle gdzie. Koniec strzelania wiązał się jeszcze z jedną regułą. Dowódcy zbierali od nas łuski, w tym przypadku każdy musiał zdać trzy. Przepis ten wprowadzono dlatego, aby nie przyszło nam do głowy zostawić sobie ''pamiątkę z wojska''. Zatrzymywanie m.in. takich przedmiotów jest karane pozbawieniem wolności. Podczas odbywania służby słyszałem historię jak ''życzliwy'' sąsiad zadzwonił po żandarmerię, że pewien pan ma w domu łuski po czołgu (doniczki z nich zrobił czy coś) – prawdopodobnie go wsadzono więc jeśli czytają ten wpis fani militaryzmu niech uważają :) Na koniec wyczytano oceny w skali 2-5. Tylko kilka osób miało najwyższy stopień, ja uprasowałem się z wszechobecną trójką. Następnym razem będzie lepiej.

    Vampire Hunter D: Bloodlust

    Od długiego czasu, liczonego w latach, skrzętnie omijałem ten tytuł. Uwarunkowane było to moimi gustami, prawdę mówiąc obecna moda na elementy wampiryzmu i demonologii w sztuce nie jest już równie dobra jak kiedyś. Spotkałem się z kilkoma pozycjami o omawianej przeze mnie tematyce i nie robiły one na mnie większego wrażenia. Szczerze, były pełne kiczu i banalności i właśnie te doświadczenia sugerują mi, aby nie tracić czasu na ten rodzaj anime. Na całą sytuacją nakłada się również niemożność znalezienia ostatnio niezwykłego tytułu jak chociażby 5 Centimeters per Second, Ghost In the Shell. Mimo to staram się odstawiać na bok moje uprzedzenia. Największy wkład w obejrzeniu tego tytułu miała moja dziewczyna, której z góry muszę podziękować za podanie AMV. Uzmysłowiłem sobie, że kompozycja graficzna filmu przedstawia się bardzo interesująco. Nie mam powodów do żalu. Vampire Hunter D: Bloodlust uważam za najlepsze w swoim gatunku. Epicka opowieść o zakazanej miłości trzymająca widza w napięciu do ostatnich chwil. Zapraszam do przeczytania mojej recenzji.

    Historia filmu toczy się w niedalekiej przyszłości, w świecie w którym rasa wampirów stoi na skraju upadku. W większości przypadków są to zubożałe istoty, żyjące wspomnieniami o dawnych, pełnych majestatu arystokratycznych przodkach. Jeden z ostatnich, Meier Link, przybywa pod osłoną nocy do miasteczka i porywa ludzką dziewczynę – Charlottę Elbourne. Zrozpaczony ojciec posyła po słynnego łowcę, aby ten sprowadził ją bezpiecznie do domu. Tropem upiornego Casanovy wyruszają również inni myśliwi, równie znani i szanowani bracia Marcus. Z Borgoff’em na czele, Grove, Kyle, Nolt oraz adoptowana przez rodzinę, mająca uraz do wampirów Leila postanawiają zamordować Meier’a. W trakcie biegu wydarzeń poszukiwacze odkrywają prawdę mentalnie nie do przyjęcia przez ludzi – Charlotte i jej oprawca są kochankami. D, będący owocem tragicznej miłości wampira z ludzką kobietą będzie musiał stanąć przed trudnym wyborem – szeptem serca, a obowiązkiem jaki podpowiada mu wyrachowana, oparta na doświadczeniach logika. Czy w tym przypadku miłość będzie na tyle silna aby oprzeć się przeciwnościom losu, żądzy krwi?

    Bloodlust (ang. żądza krwi) z 2000 roku jest drugą odsłoną opowiadającą o przygodach Łowcy Wampirów, D. Od tego czasu poczyniono ogromne postępy. W przeciwieństwie to pierwszej wersji (z 1985 roku) recenzowana pozycja była tworzona przez studio MADHouse, znane z takich hitów jak Death Note, Animatrix, Toki Wo Kakeru Shoujo czy Texhnolyze. Jak widać po wcześniej przytoczonych tytułach studio dobrze sprawdza się zarówno w gatunkach fantasy, sci-fi, a nawet Slice of Life. Osobiście bardzo sobie szanuję ich działalność, uważam, że sam Disney może się od nich uczyć. Wracając do prequelu, anime przede wszystkim odstrasza swoją oprawą graficzną, która prawdę mówiąc, jest mało interesująca. Podobne odczucia możemy mieć do designu postaci, zwłaszcza upiorów i innych stworzeń przypominających popromienne mutanty ze skrzydłami i ogonami. Jednak samą fabułę uważam ze przyzwoitą. Gwoli wyjaśnienia, mała miejscowość terroryzowana przez upiory, demony, strzygi, główna bohaterka - Doris Rumm - zostaje ukąszona przez potężnego hrabiego Magnusa Lee i tym samym wybrana przez niego na kochankę. Zdesperowana kobieta wyklęta przez osadników wynajmuje Łowcę Wampirów D, aby zdążył przeszkodzić złym intencjom hrabiego zanim proces przemiany w wampirzycę się dopełni. Przejdźmy do analizy sequelu Vampire Hunter D.

    W filmie na każdym kroku towarzyszy nam wyjątkowy, melancholijny nastrój. Wykreowany alternatywny, post apokaliptyczny świat (połączenie technologii upadłej, zaawansowanej cywilizacji z klimatami Dzikiego Zachodu) bardzo przypomina mi ten przedstawiony w opowiadaniu S. Kinga pt. Mroczna Wieża. Główny bohater książki – rewolwerowiec – w pewnych okolicznościach przypomina postać Łowcy Wampirów. D jest postacią, który może wprowadzić odbiorcę w pewne zakłopotanie. Jest bohaterem tytułowym, to fakt. Zapewne jest także jedną z głównych postaci, ale czy najważniejszą? Uważam go za pewnego rodzaju symbol dawnych ideałów i wzorców (jak się dowiadujemy z poprzedniego filmu, jest spokrewniony ze słynnym hrabią Drakulą), tęsknoty za czasami świetności. W kompozycję filmu wpleciony jest znany zapewne większości motyw Panta rei (gr. wszystko płynie) wypowiedziany przez Heraklita z Efezu mający zobrazować głoszone przez niego koncepcją. Trudno się z nim nie zgodzić. Czas jest względny tak nie możemy uznać jakiegokolwiek zjawiska i przedmiotu za stały. Upływ czasu i zmiany nim wywołane stają się widoczne jedynie z dystansu obejmując swoją uwagą dłuższy przedział z osi. Słuszności tej zasady dowodzi Leila, której życie możemy uznać za rwącą rzekę czasu, nieustannie zmieniającą swój bieg. Poznajemy ją jako upartą kobietę, która przez trudne dzieciństwo odwróciła się od świata. Bez chęci życia, utraciła swój sens nie wierząc już w to, że dożyje chwili gdy założy własną rodzinę. Wtedy dwójka złożyła sobie obietnicę – gdy któreś z nich umrze, druga osoba złoży na jego grobie kwiaty. Wracają powrotem do kontynuowania pościgu za Meierem. Gdy coś się kończy, coś się zaczyna. W końcowej scenie filmu na wzgórzu widzimy D gdzie odbywa się uroczystość pogrzebowa. Mała dziewczynka widząc stojącego na uboczu i oglądającego ceremonię mężczyznę podbiegła do i zadała wszystko mówiące pytanie – Znał pan moją babcię? D odpowiedział twierdzająco, że to jego przyjaciółka. Oczywiście umarłą staruszką była Leila, która akceptując zasady rządzące światem godzi się z przeszłością, dożywając późnej starości u boku ukochanych. Wieczna młodość D jest jego przekleństwem. Był on świadkiem upadania i powstawania cywilizacji, śmierci bliskich osób, które muszą się poddać naturze. Ta zdolność skazuje go na samotność, jednocześnie pozwala na kontemplowanie złożoności świata i praw w nim rządzących jako obserwator. D jest zaprzeczeniem wszystkich obowiązujących norm, manifestacją wobec nietrwałości wszechrzeczy. Jednocześnie akceptuje te zasady i w każdym momencie swego życia obserwuje ten dynamiczny mechanizm. Meier Link jest romantykiem, o buntowniczym nastawieniu do porządku świata i norm społecznych, które nie uznają związku wampira z człowiekiem. W jednej z pierwszych scen kiedy wkrada się do pokoju Charlotty i ją uprowadza, bukiet róż znajdujący się przy oknie więdnie, para kochanków złamała tabu. Łowca Wampirów ścigając winnych miłości dostrzega tlący się w nich płomień determinacji oraz walkę z przeszkodami stojącymi na drodze ku ich szczęściu. D prawdopodobnie ta sytuacja zmusza do głębszych przemyśleń nad własną egzystencją, pojawia się w nim cicha nadzieja. W zależności od tego czy wiecznie młody empiryk uwierzy w trwałość uczuć Charlotty i Meiera, sprowadzi to na bohaterów ratunek bądź destrukcję.

    Pod względem oprawy graficznej film oferuje widzowi wyszukaną, dynamiczną kreskę. Szczegóły otoczenia, mistycznych stworzeń jak i postaci stoją na wysokim poziomie ukazując najdrobniejsze zmiany w ich mimice i aktualnym stanie psychicznym. Umiejętnie pokazano na twarzach bohaterów uczucia, które targają nimi podczas biegu wydarzeń sprawiając, że ich wszechobecny realizm daje odbiorcy poczucie estetyki. Rzadko spotykana gra świateł. Zagłębianie się w te wszystkie detale przy przystępnej fabule nie wprowadza jednak w rozkojarzenie, a sprawia jedynie przyjemność. Bogata paleta zimnych, pastelowych barw, przypomina mi starsze produkcje, jednak w żadnym stopniu nie obniża do wartości anime, gdyż operowane w nim kolory są stonowane, dobrane z rozmysłem, poniekąd wyglądające jakbyśmy mieli do czynienia z ruchomym obrazem, a nie typową oprawną anime. Bardzo sobie cenię w ambitnych tytułach powściągliwość i minimalizm w używaniu efektów wizualnych, aby nie przysłoniły one sensu merytorycznego anime. Dotyczy to również zabiegów, zasługujących moim zdaniem na miano kiczu, które brutalnie i nachalnie mają wprowadzić widzów w poczucie współczucia. Mowa o tak nieumiejętnym przedstawieniu płaczu, gdzie w większości popularnych anime łzy tryskają strumieniami bez opamiętania. Nie muszę wyjaśniać, że tego typu sytuacji nie znajdziemy w filmie, nie nazywałbym bym go wtedy ambitnym.

    Design zaprojektowanych postaci jest gustowny oraz niezwykle oryginalny. Moją uwagę w szczególności przykuł sposób metamorfozy w wilkołaka. Również pozostali przeciwnicy Łowcy Wampirów otrzymali niezwykłe wizerunki, wprowadzając swoim egzotycznym wyglądem tajemnicę i poszerzając tym samym granice rozbudowanego, nieodgadnionego świata, z którym się zderzamy. Podczas podróży przez pustynię napotykamy na tak niezwykłe zwierzęta jak latające, gigantyczne manty. Sam tytułowy Łowca zasługuje na laury. W prawdzie schemat jego osoby jako wampira jest tradycjonalny – tajemnicza postać o wielkiej mocy oraz zagmatwanej przeszłości odziana w długi stary płaszcz. Na tym podobieństwa się kończą, szatyn o śnieżnej cerze z długimi falowanymi włosami. Fryzury, kolejny na pozór nieważny element w zestawieniu z innymi przejawami zachowania detali tworzy iście artystyczną kompozycję. Studio MADHouse zasłużyło sobie swoją pracą na duży plus. Design bohaterów jasno nawiązuje do ich stylu jednak nie możemy porównać bohaterów filmu do żadnego innego z dorobku studia. Niektórzy twórcy nie zwracają na to uwagi, przykładowo filmy M. Oshii’ego (Ghost in the Shell, The Sky Crawlers), najbardziej jednak z tych zaniechań znane są produkcje Ghibli, gdzie postacie poszczególnych tytułów różnią się jedynie strojem i długością włosów. Tak jak w życiu powojennej Japonii, widzimy zestawienie klasycznych, pełnych finezji sukni z tekstylnymi, współczesnymi uniformami. Tego rodzaju kontrast, a zarówno przedstawienie harmonii tradycji z modernizmem jest typowy dla anime post-apokaliptycznych. Oprócz tak typowej dla tytułów science fiction różnorodności broni, innowacyjność w technice jest również inspirowana naturą. Przykładem są mechaniczne konie wykorzystywane powszechnie do transportu. Obok nich ludzie wykorzystują od wyjątkowo zaprojektowanych motorów, karet, po ciężkie, opancerzone czołgi. Nieprzewidywalny, alternatywny świat pozostawia w odbiorcy uczucie, że w każdym momencie może się on spodziewać dosłownie wszystkiego.

    Całokształt ścieżki dźwiękowej oceniam pozytywnie. Scenom bitew towarzyszy głównie muzyka klasyczna bez faworyzowania konkretnych barw dźwięku. W filmie usłyszymy zarówno instrumenty dęte, smyczkowe jak i fortepiany i bębny. Nie obejdzie się także bez chórków. Muzyka jest utrzymana w patetycznej formie. Po głębszym wsłuchaniu się w nią nabiera mrocznego, zagadkowego klimatu. Uważam, że nie zaryzykuję stwierdzeniem jeśli porównam ją do muzyki liturgicznej. Wiele dialogów zostało pozbawionych linii melodycznej, aby pozwolić odbiorcy poświęcić się analizie wypowiadanych przez bohaterów kwestii. Cisza ma również pozbawić słuchacza funkcji poznawczej. Muzyka do nas przemawia, narastające tempo bitów sugeruje nam o zbliżającym się punkcie kulminacyjnym, a zatem możemy się spodziewać końca walki, dramatycznej sytuacji bądź ważnego momentu w fabule filmu. Linia żywa i radosna zwiastuje nam spokój, natomiast balans ciszy z cichymi tonami sprowadza na nas niepokój i narastający, uzasadniony lęk. Twórcy filmu dobrze manipulując zmysłem słuchu potrafią postawić odbiorcę w zmożonej czujności pełnej obaw, albo grając na ludzkich uczuciach wywołać żal lub smutek. Pod względem stopnia prekursorstwa oprawa dźwiękowa jest charakterystyczna do pozostałych anime z kanonu dark fantasy o elementach wampiryzmu oraz symbolizmu.

    Miłośnicy wampirów oraz zjawisk nadprzyrodzonych będą tą pozycją uwiedzeni. Osobiście Vampire Hunter D: Bloodlust jest dla mnie jednym z najlepszych anime jakie oglądałem, idealną pozycją, której długo oczekiwałem. Uważam go za film ambitny z dużym potencjałem, który zadowoli nawet najbardziej wymagającego odbiorcę. Treści weń zawarte są ponadczasowe, ukazane w przystępny sposób. Film o zakazanym uczuciu, akceptacji i szacunku do życia. Pomimo mijających tygodni od jego obejrzenia mój zachwyt jedynie się pogłębia. Gorąco polecam.

    Awans na kresce

    Z dniem 21 października podczas sondy przeprowadzonej wśród TEAMu kreskowka.pl awansowałem z Moderatora na Junior Administratora :) Trochę musiałem powalczyć o tą rangę, ale w końcu na moją korzyść przeważył 2-letni staż na stronie i pełnienie funkcji Administratora forum. Docenili mnie nie tylko starzy wyjadacze, których znam od początku kariery - Doctor Faust, Master Quest, Krystian, Sector152 - a także młode osoby, które jeszcze mnie dobrze nie poznały. Przetrwałem już dwóch Szefów, myślę że zdobyłem zaufanie obecnego z czego niezmiernie się cieszę. Dziękuję i pozdrawiam TEAM :) Pracę na kreskowka.pl zacząłem od forum. Może jeszcze ktoś pamięta piątki na tym blogu^^ Jako pierwszy w Polsce tłumaczyłem anime - Naruto Shippuuden. Następnie wrzuciłem Ergo Proxy i BLAME!. Niestety Veoh usunął moje odcinki. Obecnie pracuję nad tym, aby powrócić jako Uploader. Zapraszam na stronę.

    Berserk

    W tym świecie... ludzkie przeznaczenie kontrolowane jest przez jakąś jednostkę lub prawo? Jakby ręka Boga istniała? - Te słowa zainicjowały pierwszy z 25 odcinków anime na podstawie ciągle powstającej mangi autorstwa Kontarou Miury pod tym samym tytułem.

    Prawdę powiedziawszy pierwszy raz gdy zetknąłem się z tą pozycją, odpychała mnie starością, kurzem, grafiką. Awatary użytkowników przesiąknięte krwią i przemocą - kolejna odmóżdżona bijatyka da mas - pomyślałem i prawdopodobnie nie jestem osamotniony w tych odczuciach po zetknięciu się z elementami nawiązującymi do anime. Nie sięgam tak daleko pamięcią, aby napisać państwu co popchnęło mnie obejrzenia Berserka. Intrygujący, mroczny, poniekąd był pozycją znaną - te czynniki w pewnym stopniu mnie przekonały.

    Śmiało mogę rzec, że komu spodobała się ekranizacja, późniejsze historie zawarte w mandze sprowadzą uzasadniony zachwyt treściami weń zawartymi. Skupmy się na analizie anime wieńcząc pracę formą oryginalną. Pierwszy epizod, oprócz wcześniej wspomnianego tekstu, rozpoczyna się rozgrzaną do czerwoności bryłą metalu, z której kowal przy wielkim wysiłku wykuwa miecz. W powietrzu unoszą się w mroku niepokoje średniowiecznej epoki, które rozświetlają przez chwilę iskry z młota uderzającego w sztabę. Świat pełen ubóstwa i wojen, na którym mogą jedynie żyć najsilniejsi. W końcu pokoju stoi czekający na swój oręż wysoki, uzbrojony mężczyzna - Guts. W nocy przybywa do małego miasteczka i zachodzi do miejscowej karczmy, gdzie napotyka kilku uzbrojonych osiłków wyżywających się na młodej dziewczynie (oryginalnie w mandze szajka prześladuje elfa o imieniu Puck). Bez emocji wystrzeliwuje strzały z kuszy zabijając trzech z nich, sięgając po swój długi miecz rozrywa w pół zakradającego się od tyłu żołnierza robiąc przy okazji dziurę w kamiennej podłodze. Ocalałemu rozkazuje powiadomić Pana tych ziem, że przybył Czarny Szermierz. Ekscentryczny właściciel włości, który terrorem zaczął panować nad okolicami słynął ze swoich upodobań do ludzkiego mięsa. Nazajutrz dochodzi do starcia Gutsa z prawdziwym obliczem Hrabiego, z którego Czarny Szermierz wychodzi obronną ręką (w sumie armatą...). Kim jest Czarny Szermierz? Czego poszukuje? Od drugiego odcinka po koniec serii trwa retrospekcja. Guts, młodzieniec wychowany przez najemników, w czasie kiedy toczy się wielka stuletnia wojna pomiędzy królestwem Midlandu i Tudoru, wiedzie żywot płatnego żołnierza. Na swojej drodze napotyka zyskującą sławę formację o nazwie Banda Jastrzębia na czele z Gryffithem. Przywódca bandy oczarowany zdolnościami w posługiwaniu się dużym mieczem Gutsa stacza z nim pojedynek, który wygrywa. W zamian ten dołącza do Jastrzębi. Następne bitwy zbliżają obydwóch bohaterów do siebie, a osamotniony Guts zachwyconym zdolnościami taktycznymi przywódcy bandy postanawia walczyć o spełnienie jego snu – zdobycia własnego Królestwa, które w czasach średniowiecznych dla wywodzącego się z plebsu Gryffitha było niedorzeczne. Przyjaźń i wzajemne zaufanie jakie do siebie żywili nie podobało się zazdrosnej o Gryffitha Casce. Oprócz wspomnianej wojowniczki, z tłumu Jastrzębi widnieją tacy kompani jak Judeau, Pippin, Rickert, Corcus. Ciągłe walki z wrogiem zbliżają ze sobą Jastrzębi tworząc wręcz więzi braterskie. Zespół balansujący na linie między życiem a śmiercią niebawem odnosi sukces. W ramach zasług dla Midlandu i przyczynienia się do zakończenia wojny stuletniej członkowie bandy otrzymują od króla tytuł i ziemie. Ich formacja staje się prawowitą armią królestwa – Oddział Białych Feniksów. Bitwy ustają, a ludzie żyjący walką muszą się przyzwyczaić do spokojnego życia pełnego biurokracji. Pewnej nocy Guts jest poproszony do gabinetu, Gryffith chce aby ten wyświadczył dla niego przysługę… Wkrótce największy przyjaciel pozna ciemną naturę człowieka, który dla wielu jest ideałem i bohaterem.
    Pozwoliłem rozpisać się o wątku fabularnym anime lecz pominąłem wydarzenia istotne dla filozofii na jakiej opiera się Berserk. Guts odkrywa, że na tym świecie rządzą siły wyższe, a człowiek jest niczym innym jak naiwną owcą rzuconą na pokarm dla lwa. Jeżeli przeznaczenie istnieje to czy słaby człowiek może je zmienić? To prawdopodobnie sedno całej opowieści – każdy jest kowalem swojego losu. Postać samego Gutsa uważam za jedną z najpiękniejszych, bogatszych jakie w swoim życiu widziałem. Zacznijmy od początku czyli pomysłu. W jednym z wywiadów autor mangi K. Miura opowiada, że postać w pewnym stopniu przypomina jego. Geneza imienia – ciekawostką jest to, że Guts (ang. flaki) może mieć swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości. Götz (Gottfried) von Berlichingen, pochodzący z Wirtembergii rycerz, najemnik i dowódca chłopskich oddziałów w Wojnie Chłopskiej w 1525 roku. Żył w latach 1480 – 1562, a zatem 82 lata, co jak na tamte czasy (warunki sanitarne, tryb życia) wydaje się być swoistym rekordem. Już w wieku 17 lat walczył na polach bitew w Lotaryngii, Burgundii i Brabancji. Mając 20 lat zostaje rycerzem najemnym i zdobywa sławę biorąc udział w walkach pomiędzy niemieckimi książętami. 5 lat później ma miejsce tragiczne wydarzenie. Biorąc udział w bitwie pod rozkazami księcia Bawarii Alberta IV, w osadzie Landshut nad rzeką Izarą, traci prawą rękę, co zazwyczaj w tamtych czasach kończyło się śmiercią lub co najmniej kalectwem (w każdym razie oznaczało koniec kariery rycerza). Ta sytuacja nie przerosła jednak Götza. Kazał wykuć sobie z żelaza protezę i dzięki niezwykłej determinacji oraz morderczym treningom zdołał powrócić na pole bitwy, gdzie pozostał czynnie w zawodzie przeszło 60 lat. Ze względu na politycznie niestabilne czasy bywał często skazywany, więziony, nałożono nawet na niego areszt domowy (1530-1540), ale zawsze udawało mu się wyjść obronną ręką (niestety już tylko lewą) z opresji. Nawet gdy w roku 1540 uznano go za kalekiego starca i zwolniono z przysięgi, Götz postanowił wykorzystać wolność i powalczyć jeszcze kilka lat (przeciw Turkom na Węgrzech w 1542 oraz w walkach we Francji 2 lata później). Mimo tak niebezpiecznego żywota i przeszło półwiecznego kalectwa, umarł śmiercią naturalną w wieku 82 lat. Sam K. Miura gdy usłyszał tą historię był nieco zaskoczony podobieństwami z bohaterem już powstającej mangi.

    Guts moim zdaniem nie może być nazwany bohaterem dynamicznych. W jego psychice pomimo wielu silnych przeżyć nie następują diametralne zmiany. Mamy do czynienia z dorastaniem. Znaleziony przez najemników obok nieżywej matki, przygarnięty przez herszta bandy Gambino, który go wychowuje na żołnierza. Surowy trening Gutsa powoli zaprowadza go na ścieżki bitew gdzie widzi krew, przemoc jednak jako młody nie przejmuje się tym. W pewnym punkcie życia poznaje Bandę Jastrzębia, przyjaciół. Jego dusza odnajduje spokój. Guts jako dorosły człowiek powoli zaczyna zastanawiać się nad własną egzystencją, celem w życiu. Utrata wielu bliskich mu osób w ciągu dnia spowodowała chęć zemsty na Gryffithcie oraz jego poplecznikach. Zaczyna podróżować po świecie i poznawać różne charaktery. Dojrzałość wewnętrzna pozwala mu wydostać się z okowy zemsty i na nowo przekonać się do towarzystwa świeżych kompanów. W mandze osobowość Gutsa jest już w pełni rozwinięta. Chociaż o to nie prosi, osoby z jego najbliższego otoczenia widzą w nim oparcie, schronienie i autorytet. Swoim postępowaniem obala chwiejne filary postrzegania świata przez osoby o małych horyzontach. Mimo, że jest tylko człowiekiem, siłą woli udowadnia, że jest zdolnym przeciwstawić się czemuś tak abstrakcyjnemu jak przeznaczeniu ofiary. Swoją naturą ukazuje surowe piękno człowieka, który na skraju przepaści determinuje się do życia.

    Berserk jako 12-letnie anime nie imponuje pod względem grafiki. Nie sposób doszukiwać się w nim fantastycznych efektów wizualnych, wybuchów i dużej dynamiki. Twórcy posunęli się do pewnego zabiegu, który moim zdaniem działa na korzyść serialu. Mianowicie niektóre sceny (m.in. eksplozje i kadry bitew) zostają zamrożone w bezruchu podkreślając ich znaczenie w danym wątku fabuły. Uważam, że niekiedy ta prosta fotografia mówi więcej niż wielkie ‘’bum’’ za pomocą obróbki komputerowej. Opening anime z piosenką PENPALS o nazwie Tell Me Why, jak na ubiegły wiek, zaskakuje swoją formą. Nie przeciąża oka grą świateł i migawkami. Ogląda się go przyjemniej niż większość dzisiejszych openingów.

    Ścieżka dźwiękowa. Muzyka opiera się głównie na instrumentach dętych (klarnety, flety itp.) i chórkach, które idealnie się komponują ze średniowiecznym klimatem anime. Dźwięki rozbrzmiewają oszczędnie, jedynie w ważnych momentach dla fabuły – cisza sama w sobie wiele mówi, która nie obciążając zmysłów pozwala odbiorcy skupić się na zachowaniach postaci.

    Kentarou Miura wprowadza do historii Gutsa brutalizm, sadyzm i elementy pornograficzne. Mimo to bez wątpienia manga należy do tych z wysokiej półki. Berserk choć stary nosi w sobie treści ponadczasowe wewnętrznej walki człowieka z własnymi słabościami i pracą nad sobą. Gorąco polecam mangę, która podbija serca.

    Opis biografii Gottfried'a von Berlichingen zaczerpnięty ze strony BerserkFan.

    Update

    Witam wieczorną porą, przepraszam za tygodnie bez nowego postu. Zacznijmy od zmian na blogu. Pierwsze co rzuca się w oczy to nowy szablon - jest niedopracowany, z czasem będę poprawiał jego wygląd. Oceny z skali 10-stopniowej pod recenzjami zostały usunięte. To jaką mam opinię na temat danego anime można przeczytać w moim profilu na MyAnimeList. Wielkość odtwarzaczy video została zmieniona według woli respondentów (wyniki sondy - PRZECIW zmianom 3 osoby, ZA zmianami 8 osób, trzy osoby nie zrozumiały pytania). Ilość głosów mało imponująca aczkolwiek zdziwiłem się, że ktoś tutaj jeszcze zagląda :) Mam jeszcze dużo prac przy wyglądzie i praktycznym zastosowaniu Quasi 9.999. Zamierzam zrobić porządek z tagami (inaczej labels, etykiety), ich liczba się zmniejszy, a tematyka postów zostanie podzielona na obszerne działy np. geografia, polityka, anime & manga. Myślę o dodaniu galerii o ile rozplanowanie bloga będzie to umożliwiało. Dodatkowo chciałbym wstawić nieznacznych wielkości moduł z playerem, w którym umieszczałbym pojedynczo interesujące wideo bez pisania do niego wyczerpującej wypowiedzi. Zamierzam również przywrócić odtwarzacz muzyki Deezer. Kolejnym marzeniem jest uporanie się z wyszukiwarką dołączoną do szablonu. Jak wiadomo nie działa od kilkunastu miesięcy :)

    Ogłoszenia parafialne:
    • W trakcie pisania jest recenzja anime jak i mangi autorstwa Kentarou Miury pt. Berserk. Proszę o zachowanie cierpliwości :)
    • Po długiej przerwie planuję spolszczyć kilka tytułów anime na stronę ''Kreskówki''. Spowodowane jest to potrzebą zdobycia kilku punktów i podniesienia swojego miejsca w rankingu. Klikając TU również przyczynicie się do wzrostu liczby moich punktów.
    • Ostatnie moje wypowiedzi nt. mang zachwalały Death Note. Do ulubionych dodałem takie świetne tytuły jak Berserk (dark fantasy, średniowiecze, treści dla dorosłych) i BLAME! (Sci-Fi).
    • Surfowałem trochę po YouTube. Ostatnio jak zapowiadano XIII odsłonę z serii Final Fantasy, orzekł mnie trailer wersji Versus pomimo tego, że Square Enix faworyzuje inną, główną historię. Poniżej zamieszczam jeszcze ciekawszy zwiastun FFXIII Versus.