9 sierpnia 2010

Sorcerer's Apprentice

Po dłuższej ''demencji filmowej'', spowodowanej rzecz jasna mało ciekawymi premierami, pod wpływem impulsu wybrałem się z dziewczyną na Ucznia Czarnoksiężnika. Oglądając polskie zwiastuny nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że film będzie podobny do aktorskiego Dragon Ball. Dopiero na sali zobaczyłem twórcę produkcji (Disney Studio), od tej chwili wiedziałem, że będę miał do czynienia z czysto-rozrywkowym  filmem. Myślę, że było warto, chociażby dla karmelowego popcornu z FC Helios.

Bardziej wnikliwi kinomani już po samym tytule mogą odkryć część fabuły. Akcja filmu toczy się wokół zamierzchłych czasów średniowiecza, gdzie potężny Merlin ostatecznie zostaje pokonany przez Morganę. Należy dodać, że złej wiedźmie w osiągnięciu celu pomaga uczeń legendarnego czarodzieja. Złej dwójce krzyżuje jednak plany uczennica Merlina, która poświęcając własną duszę pieczętuje ich w magicznej matrioszce. Na łożu śmierci konający starzec przekazuje pałeczkę trzeciemu z uczniów, Balthazarowi Blake'owi (Nicolas Cage), który podczas swojej wiecznej wędrówki ma za zadanie odnaleźć przepowiedziane dziecko, jedyne zdolne zgładzić Morganę. 
Wybrańcem okazuje się stereotypowy uczeń, odnoszący porażki w życiu prywatnym i odreagowujący swoje kompleksy pochłaniając książki o fizyce. Młody Dave omyłkowo zaciągnięty do starego antykwariatu uwalnia ze znalezionej na miejscu matrioszki ucznia, który zdradził Merlina. Pod skrzydłami B. Blake'a nastolatek zostaje przygotowywany do unieszkodliwienia zbiegłego maga usiłującego uwolnić Morganę.

Pierwszym pozytywnym akcentem filmu była dla mnie gra aktorska Nicolasa Cage'a, któremu prawdę mówiąc dziwię się, że nie uczestniczy w bardziej ambitnych produkcjach. Także grający ''upodlonego'' ucznia Merlina Alfred Molina (mogący kojarzyć się większości jako Dr. Octopus ze Spidermana 2) wniósł szczyptę profesjonalizmu.

Efekty specjalne są ocenione przeze mnie bardzo dobrze. Sam fakt, że nie kontrastują z rzeczywistymi scenami i wtapiają się w kompozycję filmu jest dla mnie dużym atutem, nawet w erze filmów 3D. Ogniste kule, magowie ciskający pioruny, ożywiane stworzenia - zdecydowanie było dla mnie tego mało, mimo że nie lubię nadmiernego ''efekciarstwa''. Bądź co bądź, to już kwestia scenariusza - zawarte w nim elementy akcji nie porwały mnie tak bardzo jak bym chciał.

Dla oczarowanych magią widzów 111 minut filmu może wydać się zbyt małym czasem, aby poznać mechanizmy rządzące przedstawionym światem. Niektóre wątki, przedstawione w różnych fazach fabuły przez swoją ulotność wprowadzają pewien rodzaj tajemniczości, niedosytu. Za najbardziej charakterystyczny przykład uważam małomównego maga o wyglądzie Mongoła, który przyzywał smoka i kontrolował za pomocą swojego niezwykłego pasa. Na tym koniec, żadnych wyjaśnień, informacji. Możemy się jedynie domyślać skąd pochodził ten egzotyczny wojownik, na czym polega jego technika walki. Wielka szkoda, bo tak oryginalny pomysł można by bardziej rozwinąć. Magiczne pojedynki są wzbogacone także o inne ciekawe sztuczki. Równie interesujące jest ich nazewnictwo np. węgierska, lustrzana pułapka. Taki sposób klasyfikowania bardzo przypomina mi ten w jaki nazywane są stworzenia lub magiczne przedmioty w serii o Harrym Potterze. Nie chcę jednak wyciągać zbyt pochopnych wniosków z moich odczuć.

Uczeń Czarnoksiężnika to film, skierowany głównie dla nastoletniej widowni i ludzi czujących się młodo. Zamiast rozbudowanej, ambitnej fabuły i oryginalnych profilów psychologicznych postaci studio Disney serwuje nam sporą dawkę akcji, przygód i humoru. Jeśli ktoś koniecznie chce się wybrać w najbliższych dniach do kina, polecam właśnie ten tytuł.

1 comments:

Miras pisze...

To szalenie sympatyczny film. Taka współczesna bajka odnosząca się nieco do klasyki. Wspominasz, że to nic ambitnego, ale może po obejrzeniu tego filmu jakiś młodzian postanowił sprawdzić kim byli Merlin, Morgana i Mordred :).

Atrakcyjny scenariusz, motyw "od zera do bohatera", ładne efekty specjalne, trochę akcji i trochę humoru - czego więcej chcieć od kina rozrywkowego? Na dodatek fajna rola Nica Cage'a, któremu swoją drogą często zdarza się grywać w takich nieco luźniejszych filmach.