Dnia 5 października 2010 roku do Sztabu Wojskowego przy ul. Radziszewskiego przybyło 11 cywili, w tym i ja. Dzisiaj wyznaczono nam termin egzaminów sprawnościowych do NSRu, wszyscy byli w tym dniu pełni obaw, ostatecznie wyszliśmy z misji zwycięsko.
O ósmej pewien Chorąży zaprowadził nas na górę w celu przeprowadzenia rozmowy kwalifikacyjnej. Poszedłem pierwszy. W sumie pytań można się było spodziewać, gorzej było na nie odpowiadać w obecności pięciu osób, w tym Generała ;) Oczywiście nie obyło się bez wpadek np. numer batalionu, w którym służyłem. Ostatecznie strzeliłem, w dodatku poprawnie. Rozmowa poszła sprawnie, myślę że bardzo dobrze. Chyba nie zdążyłem sobie zdać sprawy ile od niej zależało. Po mnie ruszyła reszta rezerwistów. Jeden przysiadł w gabinecie na dłużej, a potem poszedł gdzieś z panią psycholog. Nie wiem do końca co się z nim stało, ale najwidoczniej został zdyskwalifikowany.
Już na wstępnym spotkaniu dowiedzieliśmy się o miejscu służby (wielu z pozostałej 10 jak nie wszyscy należeli do tej samej drużyny). Tym bardziej nie było mowy między nami o rywalizacji, a raczej typowej, wojskowej solidarności. Wiele osób (w tym także ja) złożyło podania na stanowiska strzelców, mimo to niektórym z nas dopisano drugą specjalność, w moim przypadku był nią celowniczy.
Po rozmowie z Generałem, ten musiał wybrać się służbowo do Chełma, natomiast nas odwieziono na JW przy ul. Kruczkowskiego (swoją drogą miałem tam okres unitarny) w celu przeprowadzenia egzaminów. Dla osób starających się o dołączenie w szeregi NSR to ważna informacja, dlatego przejdę do meritum. Forma egzaminu (prawdopodobnie) może być inna w zależności od Jednostki Wojskowej. Z tego co zrozumiałem egzamin powinien składać się z trzech części: sprawdzających mięśnie ramion, brzucha, nóg. W moim przypadku było to podciąganie na drążku (b. dobry, 9 razy), brzuszki (b. dobry, 32 razy w ciągu minuty), bieg na kilometr (b. dobry, w czasie 3:45). Słyszałem też o innych przypadkach kiedy zamiast podciągnięć były pompki, dodatkowo bieg 10x10 metrów.
Drążek od czasów zasadniczej był dla mnie utrapieniem. Pocieszająca jest myśl, że przez 2 ostatnie lata forma mi nie spadła, podciągnąłem się tyle razy co wtedy - 0. Po początkowej porażce byłem spokojny o następny etap, brzuszki. Zawsze sprawiały mi łatwość. Aby odpokutować feralny drążek postanowiłem zrobić ich trochę więcej. Przestałem na 45 ponieważ słysząc, że mam jeszcze kilkanaście sekund odpuściłem sobie. Ostatni etap, z którego teoretycznie powinno pójść mi najlepiej. W końcu przez 2 lata nie zerwałem z bieganiem, niestety szybkość nigdy nie należała do moich dobrych stron. Skończyłem z czasem ok. 4:45 (ocena 3 lub 4, nie jestem pewien). Uświadomiło mi to jak wiele biegania jeszcze przede mną ;) Po egzaminie czułem, że nie dałem z siebie wszystkiego, starałem nie żałować czegokolwiek. Wszyscy razem wróciliśmy z powrotem do Sztabu. Mieliśmy dwie godziny wolnego więc skoczyłem na dłuższą chwilę na swój wydział odebrać legitymację studencką. Po trzech dniach męczenia się z dziekanatem mission success.
O 14.00 w Sztabie czekały na nas już gotowe kontrakty podpisane przez Generała (który nie miał czasu wręczyć ich osobiście). Nie zastanawiając się dłużej podpisaliśmy je po czym przeszliśmy (a raczej osoby z Lublina) do WKU w celu dostania przydziału kryzysowego. Tym samym począwszy od dzisiaj jestem żołnierzem NSRu, pierwszych szkoleń mogę się spodziewać w przyszłym roku.
Myślę, że przygody w Narodowych Siłach Rezerwowych będą równie zabawne jak te ze służby zasadniczej dlatego też postanowiłem relacjonować dni na blogu. Zbiór moich obecnych historii będzie na bieżąco podpinany do cyklu Zasadniczej Służby Wojskowej.
0 comments:
Prześlij komentarz