17 stycznia 2011

Alarm PPOŻ

Minęło sporo czasu od mojego ostatniego wpisu na blogu. Nałożyło się na to wiele czynników, takich jak chociażby sesja. Gdy natłok zajęć trochę opadnie, postaram się nadrobić stracony czas i w nowym roku wyrobić przyzwoity dla siebie poziom :) Dzisiaj napiszę krótko o alarmach przeciwpożarowych w wojsku (chyba wcześniej nie rozwijałem tego tematu), ich teoretycznym i praktycznym zastosowaniu - czas najwyższy powoli kończyć historię zasadniczej służby wojskowej, zwłaszcza że w maju zaczynam szkolenie jako żołnierz Narodowych Sił Rezerwowych.

Zachowanie się podczas alarmu przeciwpożarowego każdy szeregowiec powinien znać. Dlatego już na ''unitarce'' troskliwi przełożeni postanowili obdarzyć nas tą wiedzą. Co robi zdrowo myślący człowiek podczas pożaru? Prawdopodobnie ucieknie z budynku wyjściem ewakuacyjnym - szczęśliwie my takiej drogi odwrotu w naszym budynku nie posiadaliśmy więc o jeden problem mniej. Żołnierz podczas pożaru ma szczytniejsze zadanie od ratowania swojego życia - ratowanie sprzętu znajdującego się na kompanii. 

Na jednodniowym instruktarzu uczono nas między innymi, aby podczas alarmu ewakuować nasze rzeczy z izb żołnierskich (wszystko powinno byś złożone w koc według wzoru zademonstrowanego przez przełożonych). Nie można jednocześnie zapomnieć o bardzo ważnych pod względem zarówno praktycznym jak i historycznym, trawionych przez korniki drzwiach od sal. Oprócz przedmiotów o nikłej wartości, priorytetem mimo wszystko pozostaje opróżnienie magazynu broni (tłumaczyć tego obowiązku chyba tego nie trzeba). Pomimo ułatwionych procedur w sytuacjach alarmowych, pobranie broni przez liczącą prawie 300 osób kompanię zajmuje kilkanaście minut. Zabranie wszystkiego, łącznie z bronią, drzwiami czy żelaznymi łóżkami z płonącego budynku brzmi absurdalnie, no cóż - gdzie kończy się logika tam zaczyna się wojsko.

Na szczęście nie mieliśmy okazji do czynienia z prawdziwym alarmem. W innym przypadku pewnie śmierć w pożarze 300 ludzi przyćmił by fakt bohatersko ocalonych 300 żołnierskich koców :) Mimo wszystko nie należy popadać z jednej skrajności w drugą. Choć same przedstawione zasady wydają się nader śmieszne, prawdopodobnie w momencie takiego alarmu akcja zostałaby przeprowadzona zupełnie inaczej - w zależności od stopnia zagrożenia. W późniejszym okresie służby wojskowej alarm PPOŻ był jedynie elementem kary wymierzanym przez dowódców (formalnie czynnikiem doszkalającym i wychowawczym).

Ten artykuł jest jednym z wielu tekstów cyklu ''Zasadniczej Służby Wojskowej''. Zapraszam do lektury.

0 comments: