21 września 2011

Sala Samobójców

Nie tak dawno napisałem kilka słów o Kołysance Juliusza Machulskiego. Dzisiaj postanowiłem powrócić do tematu polskich filmów i krótko wspomnieć o osławionej Sali Samobójców. Uwaga. Tekst zawiera śladowe ilości spoiler'u.

Trzeba przyznać, od strony marketingowej film mnie kupił. Pomimo dziwnego kultu oraz wypowiedzi nastolatek o domniemanej ''menskości'' Dominika uważałem, że Sala Samobójców może być na swój sposób nowoczesną produkcją, poruszającą bieżące problemy społeczeństwa. Ściągnąłem. Obejrzałem. Pożałowałem.

Po seansie boleśnie wróciłem na ziemię. Wyrwane z życia dwie godziny były słabym żartem reżysera (Jan Komasa). Najwięcej uwag mam do samej fabuły, nie mającej nic wspólnego z polską rzeczywistością. Cała historia krąży wokół Dominika, ucznia klasy maturalnej. Jak się okazuje na samym początku, nie pochodzi on z patologicznej rodziny. Jego dziewczyny nie zgwałciło stado murzynów, a jego psa nie wypchał Chuck Testa. Dominik pochodzi z zamożnego domu, stać go na wszystko, ma własnego szofera, a tak na marginesie - jest typowym, rozpuszczonym dzieciakiem, któremu wszyscy usługują.

Skąd więc cała tragedia bohatera? Ponieważ podczas sparingu Judo, chłopak się spuścił, kiedy oponent złapał go w trzymanie. Komediowego klimatu sytuacji dodaje fakt, że walczy on w pomarańczowym pasie (trzeci stopień w hierarchii) i prawdopodobnie latami musiał trenować w takim towarzystwie. Zmierzam do tego, że po takim czasie nagle stał się homoseksualistą? Oczywiście on o tym nie wie, a zaczyna tak twierdzić - dopiero po konsultacji z internetową przyjaciółką ;-) Cała sytuacja zostaje udokumentowana na facebook'u, dzięki czemu Dominik zyskuje sławę. Zaczyna się jego przygoda z internetem.

Siedząc w swoim pokoju, Dominik natrafia na link odsyłający go do portalu społecznościowego. Tam też dostaje się do pokoju czatowego i poznaje jego założycielkę, Sylwię. Rówieśniczka ma jednak kompleks ważniaka. Głosi górnolotne, nihilistyczne hasła, myśli że brzmi mądrze i wegetuje od miesięcy/lat we własnym pokoju. Świetny pomysł - rzekł Dominik po czym zamknął się w pokoju. Początkowo, dziewczyna zasugerowała mu jednak wyjście z domu. Chłopak tak też uczynił. Zrobił sobie emo grzywkę, założył markowe ciuchy, podmalował swoje oczka i ruszył na szkołę się wylansować. Plan zbuntowanego nastolatka trwał jeszcze jakiś czas (manifestacja swojej odmienności w postaci lizana posągu w teatrze etc.), po czym znowu wylądował w pokoju, oddając się Skype'owi i MMORPG'om.

Jaki ważny powód skłonił nastolatka do samobójstwa? Nie relacje z rówieśnikami, tym bardziej oblana matura. Nawet nie tytułowy chatroom sali samobójców. Wszakże Dominik miał wznioślejsze pobudki. Zdenerwowany ojciec... wyrwał kabel od internetu! Szok, płacz, krzyk, rozmazany makijaż. Świat jest zbyt okrutny. Dominik idzie na dyskotekę, łyka tabletki i wylogowuje się z życia.

Skompletowana historia, osobiście nie zrobiła na mnie większego wrażenia. Rozbawiła mnie, mimo że uważam się za osobę empatyczną. Dlaczego? Bo fabuła jest plastikowa, sztuczna - nie mająca racji bytu w rzeczywistym świecie. Wyciskać łzy może śmierć Mufasy w Królu Lwie, nie rozhisteryzowany emo, którego życiowe kredo brzmi ''no-life''.

Podsumowując, film swoją treścią nie powala. Wzruszać prawdopodobnie może - nastolatki oraz inne pokemony, mające marny gust i pojęcie o życiu. Uważam, że nawet główny zamysł - zwrócenie uwagi dorosłych na zagrożenia płynące z internetu - nie oddaje w pełni powagi całego zjawiska, zwłaszcza w swoim absurdalnym kształcie. Od strony technicznej o produkcji mógłbym wypowiedzieć się przychylnie. Zwłaszcza montaż wyszedł przyzwoicie. Ścieżka dźwiękowa w klimatach Tokyo Hotel nie przypadła mi do gustu - jakby nie patrzeć, kwestia upodobań.

Powyższy tekst jest jedynie opinią, dlatego też nie zabiorę stanowiska w kwestii, czy warto Salę Samobójców zobaczyć. Na pewno nie należy pisać krytyki, nie zapoznając się wcześniej z tą pozycją ;-) Film z pewnością jest jedną z głośniejszych produkcji ostatnich lat, a tym samym wzbudzającą niemałą ciekawość u potencjalnych odbiorców. Do rozprawki zamieszczam zwiastun, który być może pomoże oswoić się z tym tytułem.

3 comments:

N. pisze...

Przecież Dominik nie popełnił samobójstwa dlatego, że ojciec wyłaczył mu internet... może to ja nadinterpretuję ten film, ale wydaje mi się, że to bardziej z ciekawości. Sylwia o tym wciąż gadała no i w końcu sam chciał sprawdzić czy to przyniesie ulgę w jego cierpieniu (zwanym życiem). Może nawet chciał na siebie zwrócić większą uwagę, bo przecież przed śmiercią krzyczał, żeby wezwać jego rodziców...
Poza tym, faktem jest, że film trochę przesadzony, ale niestety jest mnóstwo takich dzieciaków jak Dominik, gotowych pobić własnych rodziców byleby nie wyłaczyli im internetu. Poza tym taka historia według mnie jest całkiem możliwa.
Nie zrozum mnie źle, jakąś wielką fanką ''Sali samobójców'' nie jestem, film moim zdaniem jest raczej przeciętny, choć w porównaniu z polskimi produkcjami ostatnich lat jest jednym z lepszych.
A tak na marginesie, są gusta i guściki więc zdania '' Wzruszać prawdopodobnie może - nastolatki oraz inne pokemony, mające marny gust i pojęcie o życiu.'' jest całkowicie nie na miejscu.

Anonimowy pisze...

Luka wydaje mi się, że nie do końca zrozumiałeś ten film.
Byłam kiedyś uzależniona od pewnej gry MMORPG i na odcięcie internetu reagowałam dokładnie tak samo jak Dominik. W przeciwieństwie do niego mam rodziców, którzy kochają mnie, a nie swoją reputację i pieniądze, więc zniwelowali problem dostatecznie szybko. Dlatego też świetnie potrafiłam się w ten film wczuć.
Druga sprawa - bodźcem dla domniemanego homoseksualizmu Dominika, nie był trening karate a pocałunek z kolegą z klasy podczas studniówki, oraz jego późniejsze, prowokacyjne zachowanie.
Film podobał mi się jeśli chodzi o przedstawienie losów Dominika - dziecka, które nigdy nie było ważniejsze od pieniędzy i dobrej opinii rodziców. Zraziła mnie natomiast ogromna ilość niepotrzebnych wulgaryzmów wciskanych wszędzie gdzie się da. Brzmiało to strasznie sztucznie i niesmacznie.
'' Wzruszać prawdopodobnie może - nastolatki oraz inne pokemony, mające marny gust i pojęcie o życiu.'' - wybacz, moja matka była ze mną na tym filmie i płakała. Był dla niej na prawdę intensywnym przeżyciem. Więc nie obrażaj innych ludzi tylko dlatego, że są bardziej doświadczeni od ciebie i potrafią zrozumieć i dostrzec rzeczy, których ty nie potrafisz.
Uważam, że ten film obowiązkowo powinien obejrzeć każdy rodzic. Może wtedy część z nich zauważyłaby, że są problemy ważne i ważniejsze.

// Arwi

Luka Wars pisze...

N. Oczywiście mój tekst jest jedynie krytyką, być może mocno subiektywną. Wyolbrzymiłem wiele absurdów znajdujących się w fabule. Jak to się mawia - są ludzie i parapety. Odwołując się do przykładu Dominika, być może po świecie człapią takie dzieci.

Arwenka, uwierz że zrozumiałem ten prosty film. Nie sugeruj innym nadinterpretacji fabuły ponieważ chodzi o przedstawienie pewnych faktów - nie wypisywanie górnolotnych haseł sławiących tą produkcję.

Odnośnie homoseksualizmu. Nigdzie nie twierdziłem, że pierwszym bodźcem był trening (swoja drugą Judo, nie Karate :-). Jeśli już jesteśmy przy tym temacie, nigdzie w filmie nie sprecyzowano dokładnie, że Dominik jest gejem. Równie dobrze dziecko, myślało że jest wyjątkowe i zwróci na siebie uwagę. Lansowanie się po szkole oraz scena w teatrze były skutkiem znajomości z Sylwią - kolejną wariatką. Nie ma chyba sensu opierać się na domysłach.

Odnośnie twojej matki. Nie znam kobiety, ale nie przypuszczałem, że ktoś potraktuje ten film jako telenowelę ze smutnym zakończeniem. Są ludzie, którzy wzruszają się z byle powodu, nie znaczy to jednak, że film zyskuje na patetyczności. Twoja matka nie jest Rambo, nie polowała na aligatory, ani nie jadła ludzkiego mięsa. Skąd twierdzenie, że jest ona doświadczona i ma pojęcie o życiu? ;-) Mam nadzieję, że nie zrozumiesz tej wypowiedzi jako obrazy. Po prostu z wcześniejszych rozmów mam pojęcie jakimi autorytetami się posługujesz.

O dostrzeganiu rzeczy wypowiadałem się już w innych okolicznościach. Jedyni w plamie na ścianie zobaczą wizerunek matki boskiej, inni powiedzą że to zwykły grzyb. Nie inaczej jest z Salą Samobójców. Nigdy nie podchodzę sceptycznie do filmów. Wręcz przeciwnie, w tym przypadku oczekiwałem czegoś dobrego i zawiodłem się. Film w rzeczywistości okazał się być płytki i nie ma sensu nadinterpretować i doszukiwać się drugiego dna (o którym prawdopodobnie sam reżyser nie ma pojęcia).

Oczywiście, dziękuję za komentarze :-)