12 września 2011

Wakacyjnie o anime cz. 2

Tak jak zapowiadałem, dzisiaj zamieszczam dalszą część moich refleksji o anime. We wpisie znajdują się opinie - zarówno o nowych tytułach jak i tych starszych, mniej popularnych produkcjach. Wspomniałem już wczoraj, że nie są to wszystkie obejrzane przeze mnie anime. W tym miejscu odsyłam do My Anime List, gdzie znajdziecie wszystkie pominięte serie. Jednocześnie, poniższy post okazał się być dwusetną wypowiedzią na moim blogu. Banan się należy :-]

Hanasaku Iroha, całkiem wciągający serial. Anime polecił mi zaprzyjaźniony bloger, Miras (link na stronie). Nastoletnia Ohana na wskutek komplikacji ze strony matki, przenosi się z Tokio, aby zamieszkać w pensjonacie swojej babci. Na miejscu dowiaduje się, że nie będą to wczasy wypoczynkowe. W ten sposób rozpoczyna pracę w pensjonacie. Naturalnie, w wyniku różnych komplikacji, młoda dziewczyna zżywa się z tym miejscem i jego współpracownikami. Jest to seria przyjemna. Dodam nawet, że cukierkowata. Mimo wszystko cenię anime za lekką, wzbudzającą zainteresowanie fabułę. Nie ma tutaj zbytniego utrudnienia odbioru. Dziewczęcy humor z pewnością przypadnie do gustu ''sweet fankom'' anime. Tytuł mogę polecić osobom, które chcą się w pewien sposób odstresować. Ja po seansie czuję się jak różowa księżniczka w świecie kucyków Pony. Nie wszystko musi mieć sens i patetyczną historię. Mimo wszystko jest to sympatyczne anime, oczywiście na plusie.

Blue Gender, starsze anime w postapokaliptycznych klimatach. Yuuji Kaidou zostaje wybudzony z wieloletniej hibernacji. Zamiast świata z końca XX wieku, zastaje zgliszcza dawnej cywilizacji oraz terroryzujący planetę, obcy gatunek stworzeń. Ludzkość znalazła schronienie w kosmosie, mimo wszystko nadal szuka sposobu na odzyskanie Ziemi. Fabuła trochę szablonowa, jednak posiada pewną otoczkę tajemnicy, klimat starszych produkcji typu Teknoman. Serial jest bardzo wciągający i co ważne, mało przewidywalny. Z odcinka na odcinek można cieszyć się prostą fabułą, elementami mecha i ciekawym obrazem przedstawionego świata. Z pewnością nie jest to tytuł ambitny, ale na pewno ciekawszy od niejednej premiery wykorzystującej technikę komputerową. Mam sentyment do tego typu produkcji ;-)

Kurozuka, anime okazało się dla mnie sporym rozczarowaniem. Czemu taka opinia? Ponieważ anime robiło na mnie ogromne wrażenie w kwestii oprawy graficznej, muzyki, na poziomie animacji i designu świata kończąc. Serial zalegał na moim dysku bardzo długo, nigdy nie miałem czasu dopasować do niego napisów. Ostatecznie tytuł obejrzałem i bardzo zawiodłem się na fabule. Sama koncepcja dosyć ciekawa, łudząco przypomina Highlander'a. Główny bohater, Kurou jest zwykłym a la samurajskim wojownikiem. Podczas swojej podróży z kompanem, na odludziu spotykają tajemniczą kobietę. Jak to w życiu bywa, młodzieniec wdaje się w krótki romans, podczas którego tajemnicza dziewczyna zdradza mu swój sekret - jest nieśmiertelna. Na prośbę Kurou, ta oddaje mu część swoich mocy. Los nieszczęśliwej znajomości przypieczętowuje zdrada towarzysza, który zabija Kurou w lesie. Młodzieniec budzi się w futurystycznym, cyberpunkowym świecie, w którym usiłuje zdobyć odpowiedzi na nurtujące go pytania oraz odnaleźć swoją ukochaną. Tak jak wspomniałem na początku, anime w kwestii technicznej reprezentuje bardzo wysoki poziom (należyty dla studia MADHouse). Piętą achillesową jest sama historia, która mnie osobiście nie zainteresowała. Ostatecznie tytuł oceniam dobrze. Z pewnością przypadnie do gustu miłośnikom science fiction oraz anime akcji.

Baccano! to kolejny tytuł traktujący o latach 30'. Anime opowiada historię ludzi, których losy splatają się podczas podróży transkontynentalnym pociągiem o nazwie Flying Pussyfoot. Także w tym anime przewija się wątek nadprzyrodzony, mianowicie tajemnica eliksiru długowieczności. Jednocześnie, należy dodać, że w tym przypadku, połączenie ducha USA z pewnym rodzajem okultyzmu, wyszło wyśmienicie w efekcie czego zafundowano nam świetną komedię, z oryginalną historią w tle. Akcja anime nie jest utrzymana w porządku chronologicznym (poszczególne sceny są wymieszane) dlatego też z początku widz może czuć się zagubiony. Na szczęście z czasem, cała fabuła staje się klarowna. Dużym plusem produkcji są dobrze wykreowane postaci, nie tylko ich wygląd, ale także profile psychologiczne. Jednocześnie ta różnorodność nie skutkuje wysunięciem się konkretnej postaci na pierwszy plan. Dodatkowo muzyka nadaje charakter całej serii. Jestem bardzo zadowolony z tego anime i mogę je polecić każdemu. Co ciekawsze, odcinki specjalne również mają w sobie potencjał.

Bakemonogatari, tytuł na swój sposób dziwny, jednak z pewnymi zaletami. Zacznijmy od zagmatwanej fabuły. Głównym bohaterem jest chłopak o imieniu Araragi. Młodzieniec swojego czasu był także wampirem. W zwalczeniu tej słabości pomógł mu zaprzyjaźniony egzorcysta. Anime porusza kilka przypadków opętań i klątw, z którymi muszą się zmierzyć główni bohaterowie. Klimat serii nadaje odrealnione miasto, w przypadku którego przynajmniej ja miałem poczucie dezorientacji i zatracenia czasu. Żadne z miejsc nie ma większej wartości, jest jedynie tłem postaci (dodam, że mimo wszystko zadbanym). Oprócz oprawy graficznej, za zaletę serii uważam oryginalne historie występujących postaci - nieszablonowe, same w sobie interesujące. Na tym plusy chyba się kończą. Jak dla mnie, nieproporcjonalnie dużo zbędnego bełkotu, w stosunku do jakości akcji w anime. W mojej opinii tytuł nie jest niczym specjalnym.

Ocean Waves, jeden ze starszych filmów studia Ghibli. Historia opowiada o szkolnej miłości. Dosyć prosta fabuła, niczym się nie wyróżnia. Od czasu do czasu lubię obejrzeć romans, ale mający coś w sobie. W przypadku Ocean Waves wszystko wychodzi naprawdę marnie, zwyczajnie. Postać głównej bohaterki (Rikako Muto), w jakimś stopniu potrafi mnie nawet zirytować. Podsumowując, na próżno szukać w filmie czegoś ciekawego. Niewiele ma on wspólnego z Ghibli późniejszego okresu.


Pom Poko, rok młodsza od Ocean Waves produkcja autorstwa Ghibli. Film skupia się na problemie urbanizacji, a tym samym zawłaszczania przez człowieka terenów zamieszkałych przez szopy (tanuki). Spersonifikowane zwierzęta o karykaturalnym wyglądzie łączą się w klany, uprawiają politykę i podejmują środki zaradcze przeciw masowej ekspansji ludzi. Na swój sposób anime jest zabawne, zwłaszcza przewijające się wszędzie, ogromne genitalia wspomnianych już szopów^^ Jakby tego było mało, leśni mieszkańcy posiadają zdolności zbliżone do magii. Jedyne czego mi w produkcji brakowało to głos K. Czubówny, idealnie nadający się do narracji :-) Pom Poko jest na swój sposób, zabawnym filmem i w pewien sposób wyróżnia się w gąszczu anime. Mimo wszystko nie wytrzymuje on konkurencji późniejszych filmów studia Ghibli. Tytuł można obejrzeć, ale niewiele sobą wnosi (oprócz dużych jaj).

Karigurashi no Arrietty, jedna z ostatnich produkcji Ghibli. Prawdę mówiąc, po obejrzeniu Ponyo straciłem wiarę w całe studio. Nie spodziewałem się wiele po kolejnym, przereklamowanym anime (znanym także jako The Borrower Arrietty). Po seansie tytuł miło mnie rozczarował. Nie mówię tutaj o już charakterystycznej dla studia oprawie graficznej czy spokojnej muzyce, ale przede wszystkim ciekawej historii, mającej swoje źródło w powieści pt. ''Little People Under the Floor''. Główną bohaterką jest Arrietty, która wraz z ojcem i matką niepostrzeżenie zamieszkują ludzki dom. Całkiem przypadkowo, małą dziewczynę zauważa ludzki chłopiec o imieniu Shou. Z początku przestraszona Arrietty, z biegiem czasu zaprzyjaźnia się z człowiekiem. Sympatyczny film, mający klimat innych produkcji studia H. Miyazaki'ego. Jak najbardziej, anime warte obejrzenia.

2 comments:

Tengu pisze...

Tak się składa że właśnie staram przebijam się przez "Bakemonogatari". Stanąłem na 6 odcinku z obietnicą, że jeszcze w tym miesiącu do niego wrócę. Ten anim jest o tyle ciekawy, że z założenia jest nieprzystępny do widza. Plansze z linijkami tekstu które znikają po ułamku sekundy, chaos jaki miejscami opanowuje ekran i wprowadzanie odbiorcę w błąd. Elementem jaki przyciąga mnie do tej serii jest na pewno reżyseria (jest taka...inna) i przyjęta konwencja (wszechogarniająca estetyka i zabawa światłem). Nie oceniam dopóki nie obejrzę, a zrobię to chociażby z szacunku do twórcy (którego "Katanagatari" mnie zachwyciło).

Luka Wars pisze...

Zastanawiałem się czy obejrzeć Katanagatari. Skoro piszesz, że dobre to może się skuszę. Akurat nie mam nic do oglądania.