26 września 2011

Wrześniowy przegląd anime

Nie minął miesiąc od mojego ostatniego przeglądu anime, a już mam pełno nowych pozycji do opisania (egzaminy zaliczone więc można się lasować). Niebawem rozpocznie się październik, a wraz z nim nowy rok akademicki więc z pewnością tempo oglądania anime będzie wolniejsze. Póki co kolejna porcja refleksji na temat ostatnio zakończonych tytułów.

One Outs. Jest to jedna z młodszych produkcji studia MADHouse. Serial opowiada o losach Toua Takuchi'ego, hazardzisty który wskutek przegranego zakładu z popularnym baseballistą jest zobowiązany skończyć z dotychczasowym stylem życia i zaciągnąć się do jego drużyny. Prawdziwą zaletą miotacza jest jednak jego ponadprzeciętna inteligencja, która okaże się niezastąpiona w nie zawsze uczciwym świecie sportu. Wbrew pozorom tytuł nie skupia się jedynie na samej tematyce baseballu. Liczący sobie 25 odcinków serial skupia się wokół walki psychologicznej między głównym bohaterem, a jego przeciwnikami (sama postać Takuchi'ego może kojarzyć się z Light'em z Death Note). Od strony estetycznej, pozycja prezentuje się pewnie. Mamy charakterystyczną dla studia oprawę graficzną choć - nawiasem mówiąc - sylwetka głównego bohatera z początku mnie odpychała. Ponadto anime oferuje wciągającą akcję. Jednocześnie tytuł zmusza odbiorcę do lekkiego wysiłku umysłowego tak więc pewne kręgi osób mogą czuć się zawiedzione ;-) Dodatkowo plusik za funkcję edukacyjną. Po seansie oprócz miłych wspomnień będziemy posiadali podstawowe pojęcie o zasadach baseballu. To się ceni. Pozycja jak najbardziej pozytywna.

Katanagatari. Jest to przygodowe anime ze sporą dawką niezrozumiałego dla mnie humoru. W czym rzecz? Shichika Yasuri jest spadkobiercą słynnego stylu walki, który pozwala mu mierzyć się na równi z przeciwnikami bez użycia broni białej. Pewnego dnia do jego samotni przybywa Togame i proponuje wspólną podróż w celu zdobycia 12 legendarnych mieczy. Na swojej drodze spotykają konkurencję - klan Maniwa skupiający ninja poprzebieranych za kaczki, kanarki, motylki, pingwiny (brzmi komicznie? raczej żałośnie). Anime aż krzyczy w swoje prostocie. Odcinek > pojedynek > zdobyty miecz i tak do znudzenia. Dodatkowych wrażeń dostarczył mi fakt, że 12-odcinkowa seria nie jest krótka - zwłaszcza jeśli każdy z odcinków trwa niecałą godzinę. Co więc mnie skusiło na taką formę samobójstwa? Z pewnością rzucająca się w oczy specyficzna kreska. Mimo wszystko - połączona z animacją - nie wygląda już tak widowiskowo. Prawdę mówiąc nie wiem do kogo anime miało trafić. Z jednej strony mamy kreskówkę z treścią dla 10-latków (za przeproszeniem, filmy porno mają głębszą i bardziej zaskakującą fabułę). Natomiast z drugiej strony mamy nieprzemyślane walki, w których leje się sporo krwi oraz wyprutych z emocji cosplay'owych bohaterów. Twórców anime wysłałbym do psychiatry - japońskie Happy Tree Friends. Wysokie oceny na MAL'u bardzo mnie dziwią, ale kto wie - być może tytuł mi nie podpadł i nie dostrzegam w nim ''wspaniałości'', którą widzą inni. Z mojej strony, stanowczy minus.

Kino no Tabi: The Beautiful World. Kino jest dziewczyną podróżującą na swoim motocyklu po alternatywnym świecie. W drodze towarzyszy jej spersonifikowany jednoślad, Hermes. W trakcie przemierzania odległych krajów, Kino zgłębia wiedzę o różnych kulturach oraz ludzkiej naturze. Myślę, że nie trzeba bardziej przybliżać tytułu zwłaszcza że - po pierwsze fabuła nie skupia się wokół konkretnego wątku, po drugie jest to pozycja dosyć znana wśród miłośników M&A. Pod względem klimatu - jaki nadaje tajemnicza budowa świata - serial porównuję do Haibane Renmei. Głównym atutem tytułu jest jednak jego filozoficzna treść, przedstawiona w całkiem przystępny sposób. Szczerze mówiąc, pod względem muzyki czy oprawy graficznej, anime nie powala. Pozycja stara się być ambitna i (w mojej opinii) z trudem broni się w zestawieniu z innymi tego typu tytułami. Pomimo wad wiele elementów w anime zwróciło moją uwagę co świadczy o jego nieprzeciętnym charakterze. Dlatego też Kino no Tabi oceniam pozytywnie.

Gosick. Kazuya Kujo jest uczniem z wymiany, przeniesionym do akademii św. Małgorzaty. Placówka znajdująca się w fikcyjnym, europejskim kraju (Sauville) słynie z wielu opowieści o duchach i teoriach spiskowych. Tam też młodzieniec spotyka skrytą Wiktorię, z którą zaczyna rozwiązywać tajemnicze zdarzenia nawiedzające kraj. Kryminalne zagadki z czasem przybliżają parę detektywów do tajemnicy jaką skrywa przeszłość Wiktorii. Anime z pewnością przypadnie do gustu osobom lubiącym detektywistyczny klimat. Nie jest to specjalnie wybitna produkcja w swoim gatunku, jednak akcja po upływie kilku odcinków rozkręca się, wciągając widza do dalszego oglądania. Oprawa graficzna co najwyżej poprawna. Profile postaci bardzo słabe, schematyczne, nie mają w sobie nic pociągającego. Gdybym miał podsumować całe anime, oceniłbym tytuł na 6/10.

King of Thorn. Film opowiada losy garstki osób walczących o przetrwanie. Na Ziemi rozpowszechnia się tajemniczy wirus, Meduza. Jak sama nazwa wskazuje, zakażony organizm w krótkim czasie umiera, przeobrażając się w skamielinę. Aby zapobiec szybko postępującej chorobie, korporacja opracowuje kompleks badawczy, w którym poddaje się hibernacji 160 zarażonych osób. Eksperyment jednak wymyka się spod kontroli w efekcie czego ludzie budzą się w niebezpiecznym dla siebie miejscu. Oczywiście, ocalali nie tylko walczą o życie, ale przybliżają się do zagadki śmiercionośnego wirusa. Nie powiem, aby film wywarł na mnie większe wrażenie. W produkcji widać dbałość o szczegóły (objawiające się głównie w grafice) jednak sama fabuła niespecjalnie do mnie trafiła. Podobnie było z profilami psychologicznymi postaci. Mamy mięśniaka, mamy tajniaka, mamy zdrajcę i głupią dziewczynę mówiącą o miłości i pokoju. Całość jest dosyć schematyczna i nie rywalizuje o miano ambitnego filmu. Mimo wszystko - jako tytuł akcji - anime się spełnia. Jest nieprzewidywalną, dobrą pozycją.

Trigun: Badlands Rumble. Bardzo dobra kontynuacja serialu. Tym razem Vash zostaje wmieszany w obronę miasta przed znanym bandytą, Gasback'iem. Jakby tego było mało, poznaje córkę przestępcy pragnącą dokonać zemsty na ojcu. Film obfituje w humor, dobrą akcję i prostą - choć starannie przemyślaną - fabułę. Od strony technicznej - z racji roku produkcji (2010) - film przewyższył swój prequel. Ładna grafika trafiła w moje gusta, jednocześnie film nie stracił uroku serialu. Oprócz już wspomnianego Vash'a nie zabraknie innych, znanych postaci: Wolfwood'a oraz pary ubezpieczycielek, Meryl i Milly. Pozostali bohaterowie również są barwni dlatego też osoba nie znająca serialu mogłaby mieć trudności z odróżnieniem, która z postaci występuje w odcinkowej wersji anime. Dla mnie to plus, bo nie lubię zbędnych elementów, psujących klimat serii. Podsumowując, bardzo udany film.

Vexille: 2077 Nihon Sakoku. Film skierowany raczej do miłośników Appleseed'a i grafiki komputerowej aniżeli tradycyjnego anime. XXI wiek. Historia skupia się wokół agentki SWORD, Vexilli Serra, której zostaje zlecona misja zinfiltrowania izolującej się na świat Japonii. Film skupia w sobie problematykę technologii i roli robotów w społeczeństwie. Nie świadczy to jednak, że produkcja jest ambitna - powiedziałbym raczej, że nieudolnie stara się taką być. Od strony graficznej anime wygląda nieźle jedynie na poszczególnych kadrach. Podczas seansu rzuca się w oczy nienaturalność w dynamice postaci. Cały film emanuje sztucznością (chociaż moim zdaniem anime przewyższa w tej dziedzinie Appleseed). Oczywiście, nadal wiele mu brakuje do np. Final Fantasy: The Spirits Within czy Advent Children. Czego by złego nie powiedzieć o produkcji, ma też pewne zalety. Mianowicie posiada (fragmentami) interesującą fabułę oraz akcję. Jest to tytuł niezły, spodziewałem się co najwyżej przeciętnego.

3 comments:

Tengu pisze...

Ooo, widzę że "Katanagatari" jednak Ci nie podeszło. To przynajmniej powiem jak ja to widzę. Przede wszystkim nie zgadzam się z porównaniem tego tytułu do filmów pornograficznych na korzyść tego drugiego. W tym animie przeplata się na raz kilka wątków, z czego każdy jeden ma swój początek, rozwinięcie i zakończenie (twórca nie szarpie się próbując coś zbyt szybko zaczynać lub zbyt szybko kończyć). Misja klanu ninja (którzy moim zdaniem nie są żałośni), szukanie mieczy, konkurentka Togame, epizodyczni bossowie. Sporo jest tego i widać jak spotkania poszczególnych postaci na siebie wpływają. Może rzeczywiście nie jest to aż tak głębokie, ale na pewno nie tępe i nie dla 10-latków.
Nie mam pojęcia skąd u Ciebie zarzut wyprutych z emocji bohaterów. Zgodzę się, że niektóre postaci z czasem stają aż zbytnio groteskowe, ale na pewno nie pozbawione osobowości.
Nie porównywałbym też tytułu, w którym 80-90% czasu to dialogi do Happy Tree Friends. To, co mnie najbardziej urzekło w "Katanagatari" to klimat bajkowo-komiksowej feudalnej Japonii oraz konwencja (czyli to co nazwałeś prostotą). Przyznam się, że sam dałem tytułowi ocenę 10, bo dawno nie zaangażowałem się tak emocjonalnie w seans.

Nieco inne zdanie mam z kolei o kinówce "Triguna", która moim zdaniem równie dobrze mogłaby nie powstać. Jestem wielkim fanem oryginału, i mam wrażenie że twórcy chcieli skondensować wszystkie elementy serialu w ciągu półtora godziny. Niby wszystkie postacie są, humor jest, Vash jest, ale to wszystko stoi obok siebie i nie chce sobie przeszkadzać. Być może miałem zbyt duże oczekiwania, ale film mnie po prostu zawiódł.

O tak, "Vexille"... są dwa tytuły wśród anime, które za nic nie potrafię zrozumieć i jednym z nich jest właśnie "Vexille". Te fragmenty z ciekawą fabułą i akcją chyba łącznie trwają 5 minut. Jedyna rzecz, za jaką mogę pochwalić twórców to widok tych ogromnych węży ze śmieci. Ale co z tego, skoro ciekawą z opisu historię utłukli w zarodku. Zgrozo, i ja to mam na DVD...

Luka Wars pisze...

Dziękuję za szczerą opinię. Kilka słów o Katanagatari i Trigunie.

Szczerze, przy oglądaniu każdego anime uważam, że siła tkwi z prostocie. Tą dostrzegłem w dosyć oryginalnej kresce, która jest moim zdaniem najmocniejszym atutem serii. No, ale na tym koniec. Fabuła nie przypadła mi do gustu i nie chodzi nawet o konwencję epizodycznych wrogów. Design całego klanu Maniwa wygląda jak trupa aktorska czy berlińska parada równości. Ten bajkowy image nieco kłóci mi się z brutalną, feudalną Japonią. W tej kwestii wolę ściślejsze powiązania z historią jak miało to miejsce w Rurouni Kenshin. Odnośnie bohaterów bez emocji. Rozwinę myśl. Chodziło mi o podejście postaci do uśmiercania oponentów. O ile główny bohater mógł bez zastanowienia zabijać członków klanu ninja, o tyle już jego zachowanie po śmierci siostry czy Togame nie ma najmniejszego sensu, zero więzi emocjonalnej (i nikt mi nie wciśnie kitu, że to wina wychowywania się na wyspie).

Co do Triguna. Nie jestem miłośnikiem serii, ale tytuł oceniam bardzo wysoko (mniej więcej na równi z Cowboyem Bebopem, który również doczekał się niezłej ''pełnometrażówki''). Sama kontynuacja w postaci filmu nie zalatuje ambicjami, ale - znając życie - mogło być znacznie gorzej. Badlands Rumble nie okazało się jedynie maszynką do nabijania pieniędzy w oparciu o popularny tytuł, ale także porządną rozrywką. Dobrze spędziłem czas przy tym filmie.

Miras pisze...

Ja rozpatruję Vexille w kategoriach kina akcji SF i w tym zakresie sprawdza się znakomicie. Mix grafiki 3D i 2D wypada interesująco. Wydaje mi się też, że film nigdy nie pretendował do miana "ambitnego kina" i miał być przede wszystkim rozrywkowy :D.

O Gosicku swego czasu obszernie rozpisałem się u siebie na blogu. Mamy podobne zdanie choć dodałbym, że seria ma naciągane zakończenie i w całości jest troszkę nierówna - niektóre odcinki są naprawdę intrygujące, a inne mocno przeciętne.