6 października 2011

Anime z odzysku

W atmosferze październikowego studiowania pora na reanimację, nieco zakurzonego bloga. Mimo zbliżających się wyborów nie mam ochoty rozpisywać się o przepychankach polityków więc tradycyjnie, skieruję się w stronę rozrywki, recenzując ostatnio obejrzane anime. Tym razem bez premier. W prawdzie jestem po pierwszym odcinku Bakuman 2, ale nie jest to wystarczający materiał do oceny całego tytułu. Pierwsze wrażenia z pewnością pozytywne. Zobaczymy co przyniesie przyszłość ;-)

Michiko to Hatchin. Dla mnie ten tytuł jest osobistym zwycięstwem ponieważ rzadko kiedy można zetknąć się z tak dobrze zrealizowanym, a przy tym sprawiającym przyjemność anime. Michiko jest rozrywkową kobietą z kryminalną przeszłością, która właśnie co zbiegła z więzienia. Na wolności postanawia odnowić swoje relacje z córką co wcale nie jest proste. Pełna kontrastów para przemierza latynoskie, fikcyjne państwo (przypominające charakterem Meksyk bądź Brazylię), aby rozliczyć się ze znikającym ojcem dziewczynki. Oczywiście, w tej komedii nie zabraknie dużej ilości akcji i udzielającego się bohaterom latynoskiego temperamentu :) W pewnym sensie, anime przypominało mi osławioną serię Black Lagoon, chociaż nie można powiedzieć, aby reprezentowało taki sam poziom brutalności. Od strony technicznej nie mam produkcji nic do zarzucenia. Treść nie należy do ambitniejszych, ale nie jest też prostym, nieprzemyślanym elementem w całości. Anime akcji na najwyższym poziomie. Zaskakujące, barwne, wciągające. Gorąco polecam ten tytuł.

Umineko no Naku Koro ni. Do tytułu podchodziłem pełen uprzedzeń, z dużą ostrożnością. Przynajmniej przed obejrzeniem, uważałem że anime nic sobą nie wnosi, bazując jedynie na sukcesie serii Higurashi. Z arkadyjskiej krainy cykad pozostał jedynie sposób przedstawienia historii - rozdartej na kilka, równoległych wersji. Anime opowiada o losach długowiecznego rodu bogaczy, zamkniętego na wyspie z powodu sztormu. Mamy walkę o majątek, tajemnicze powiązania głowy rodziny z okultyzmem i wiedźmą Beatrice oraz falę niewytłumaczalnych zabójstw. Do tytułu podchodzę neutralnie. Z pewnością anime stworzyło pewien klimat, będący całkiem przystępną alternatywą dla Higurashi no Naku Koro ni. Tytuł uchodzi za horror - w tej materii Umineko no Naku Koro ni się nie popisało. Poszczególne sceny, pomimo swojej brutalności, nie oddziaływały na mnie wystarczająco mocno, a czasami nawet bawiły swoją absurdalnością. Jak już wspomniałem, anime jest nacechowane okultyzmem. Ma w nim miejsce konfrontacja pomiędzy jednym z członków rodziny i legendarną wiedźmą, której wynik ma wyjaśnić serię morderstw. Próba wytłumaczenia zbrodni magią i wyprowadzane jeszcze żałośniejsze argumenty przeciw tej tezie, wprawiały mnie w lekką irytację. Pomimo otoczki dojrzałości, na każdym kroku mamy do czynienia z dialogami wyjaśniającymi nam aktualne wydarzenia. Piaskownica niepozwalająca widzowi samemu dojść do wniosków to jedna z poważniejszych wad wymagających wspomnienia. Graficznie anime prezentuje się schludnie (być może lepiej niż miało to miejsce w Higurashi no Naku Koro ni). Sama treść potrafi zainteresować chociaż jest mało wymagająca. Podsumowując, anime nie zraża, ale też nie zachwyca.

Blood+. Serial miałem w planach już od dawna. Przerażała mnie trochę ilość odcinków (50) i tematyka skupiona wokół wampirów. Być może ostatnio stałem się bardziej tolerancyjny w stosunku do wszystkich anime. W każdym razie tytuł ten pozostawił w mojej pamięci pozytywny ślad. Sama historia nie brzmi imponująco. Współczesna Japonia. Uczęszczająca do szkoły (średniej?) dziewczyna o imieniu Saya zostaje wplątana w walkę z tajemniczymi kreaturami polującymi na ludzi. Jak się potem dowiaduje, nie jest ona zwykłą uczennicą, ale innym gatunkiem człowieka (o wampirzych cechach). Chcąc czy nie, Saya musi doprowadzić całą sprawę do końca. Dużą rolę w anime odgrywają dwie zwalczające siebie organizacje, które potajemnie wpływają na politykę świata. Blood+ bardzo powierzchownie zajmuje się problematyką bohaterów. Akcja choć prosta, wzbudza zainteresowanie i zachęca do oglądania kolejnych odcinków. Niezłe, rozrywkowe anime.

Blood: The Last Vampire. Pierwszą rzeczą, jaka rzuci się nam już na samym początku filmu, jest oprawa graficzna. Nie tylko uległa ona znacznej poprawie, ale swoim stylem zupełnie odróżniła się od serialu (o czym świadczy chociażby inny wygląd czołowych postaci). Nie tylko pod względem obrazu film zyskał na realności i powadze. Za cechami zewnętrznymi bohaterów poszła zaawansowana rozbudowa psychiki czego doskonałym przykładem jest sama Saya. Jej profil jest znacznie bogatszy i bardziej wyrazisty, niż to miało miejsce w Blood+ (plastikowa Barbie zamieniła się w prawdziwego człowieka). Godzinny film wbrew moim wcześniejszym przypuszczeniom nie jest kontynuacją wcześniejszej historii, a jedynie wątkiem opartym na głównych mechanizmach rządzących serialem. Mimo daleko idącej separacji, odcinkowa wersja anime jest niezbędna do zrozumienia wszystkich aspektów pozycji. Bardzo dobra, pełna mroku produkcja. Cieszę się, że do niej dotarłem.

Mardock Sramble: The First Compression. Filmem zainteresowałem się na długo przed premierą i szczerze mówiąc, miałem wobec niego wielkie oczekiwania. Wrażenia po pierwszej części nie należą do złych, po prostu liczyłem na ambitny i skomplikowany tytuł. Anime dzieje się w futurystycznym świecie, w mieście Mardock. Wszechobecny cyberpunk objawia się między innymi w wysoko rozwiniętej technologii oraz rozbudowanym świecie przestępczym. Władze miasta chcą unieszkodliwić jednego z przestępców jednak potrzebują do tego obciążających go dowodów. Szansa w ich zdobyciu zrodziła się przypadkowo, kiedy podejrzewany przestępca zabija jedną ze swoich prostytutek. Dr Eater, który przybył na miejsce zdarzenia, postanawia wcielić w życie dyrektywę ''Scramble 09'', która polega na rekonstrukcji ciała i przywróceniu do życia ofiary sprawcy. Tym samym młoda dziewczyna, Rune Balet zostaje objęta programem ochrony świadków, aby pogrążyć nieuchwytnego przestępcę. W drodze do celu towarzyszy jej Oeufcoque, prototypowa broń z wyglądu przypominająca żółtą mysz. Jakby nie spojrzeć na temat, fabuła wygląda ciekawie i taką w rzeczywistości jest. Moim jedynym zarzutem pod adresem filmu są słabe profile psychologiczne postaci, zwłaszcza nieskomplikowany i momentami irytujący charakter głównej bohaterki. Pomimo drobnych niedociągnięć, anime prezentuje się naprawdę dobrze - nie tylko fabularnie, ale też technicznie (oprawa graficzna i muzyka bardzo dobre). Anime skierowane gównie do miłośników dobrego sci-fi oraz akcji z polotem.

Patlabor WXIII. Uwielbiam tą serię filmów, głównie za niepowtarzalny klimat i przemyślaną choć oszczędną w szczegóły fabułę. Tym razem grupa dochodzeniowa będzie musiała zbadać sprawę zagadkowych awarii sprzętu w głębinach oceanu. Jak się z czasem okazuje, winę za wypadki ponosi wojsko wraz ze skrywaną przed światem bronią biologiczną. Podobnie jak w przypadku wcześniejszych wersji, dużą rolę poświęcono wątkowi detektywistycznemu oraz psychice bohaterów. Oczywiście, w tytule nie zabraknie solidnej akcji chociaż miłośnicy Patlabor'a mogą odczuć pewien dyskomfort - mechy występują w zaledwie jednej, kulminacyjnej scenie. Od strony technicznej brak większych zmian. Myślę, że tytuł nie każdej osobie może się spodobać. Jest dosyć specyficzny i w niektórych odbiorcach może wzbudzić niechęć. No cóż ważne, że mi przypadł do gustu. Ostatnio mam szczęście przy wyborze anime.

4 comments:

SStefania pisze...

Ahem, ale Blood: The Last Vampire jest pięć lat starszym, pierwszym Bloodem, a Blood+ to przecież nawet nie kontynuacja a spin-off, z wieloma rzeczami pozmienianymi :)
O istnieniu Mardock Scramble dowiedziałam się dopiero z nowego Arigato, ale chcę zaczekać z oglądaniem aż wyjdą pozostałe dwa filmy z trylogii - drugi, The Second Combustion, jest już podobno w japońskich kinach.

Luka Wars pisze...

Nigdzie nie napisałem, że The Last Vampire jest kontynuacją serialu ;)

Oczywiście, nie zagłębiałem się w lata produkcji anime ponieważ nie ma to najmniejszego znaczenia. Grafika filmu powala, nietrudno się zdziwić, że jest starszy od serialu Blood+. Swoją drogą wczoraj zacząłem oglądać Blood C. To dopiero paranoja. Widzę, że im młodsza produkcja, tym głupsza.

SStefania pisze...

Odniosłam wrażenie, że ustawiłeś film chronologicznie za serią - poprawie w końcu może ulec tylko coś od wcześniejszego do późniejszego. I porównujesz film do serialu, a nie odwrotnie, jak moim zdaniem powinno być, no bo w końcu to film ustawił kanon.
Jeśli o Blood-C chodzi, tak z połowę serii możesz sobie odpuścić, pod sam koniec robi się interesująco nawet, a kinówka będzie prawdopodobnie nawet fajna. Bo tak to kilka pierwszych odcinków jest tak bez sensu jak pierwszy.

Luka Wars pisze...

Nie zaprzeczam, że wychodziłem z takiego założenia, ale nigdzie nie napisałem z pewnością, że serial jest starszy od filmu. Poza tym rozumiem, że zmyliła ciebie trochę kolejność opisywanych tutaj anime. Zwykle najpierw opisuję seriale i OVA, dopiero potem filmy. Dlatego The Last Vampire wylądował niżej.

Co do Blood C, aktualnie jestem na 11 odcinku i nadal świetności nie widzę. Wręcz przeciwnie. Te wydarzenia końcowe mnie zirytowały, ale nie oczekiwałem czegoś logicznego czy nawet ciekawego. Tytuł oglądam, aby mieć pojęcie o całej sadze Blood.