Myślałem, że październikowe blogowanie o anime dobiegło końca, a tu niespodzianka. Nadarzyło się wiele wolnych dni, trzeba było odpowiednio spożytkować ten czas. W przyszłości postaram się zabrać za bardziej ambitne tematy (w grudniu zbliża się poligon NSR więc będzie o czym pisać^^).
Póki co, kolejne sprawozdanie z ostatnio widzianych anime. Swoją drogą chyba czas uporządkować wszystkie podsumowania w jeden cykl. Ustalić ilość opisów, bądź dni publikacji, co o tym myślicie? :-)
Saraiya Goyou. Jest to dosyć świeże anime. Pamiętam jak w ubiegłym roku zabierałem się za premierowy odcinek i poległem po kilku minutach (głównie przez odrzucającą mnie wtedy kreskę) :P Po obejrzeniu krótkiego serialu muszę zmienić swoje zdanie, to naprawdę urokliwa seria i nie taka prosta jak mogłoby się wydawać. No cóż, przez ten rok i mój gust się zmienił - jakby nie patrzeć, obcuję z anime zaledwie 3/4 lata. Do rzeczy. Główną postacią serii jest Masanosuke. Choć zarabia na życie posługą jako samuraj, jego charakter bardziej odzwierciedla zachowanie bojaźliwego strusia aniżeli drapieżnika. Poszukując pracy, napotyka na swojej drodze Yaichiego, herszta bandy zwanej Goyou. Z jednej strony, Masie nie odpowiada praca przestępcy. Z drugiej, silne zainteresowanie członkami grupy nie pozwala mu odejść. W ten sposób nieśmiały samuraj poznaje swoich nowych towarzyszy, zjednanych tajemniczą przeszłością przywódcy Goyou. Fabularnie, anime jest bardzo przyjemne. Jak na tytuł osadzony w mrocznych czasach średniowiecza, mało znajdziemy tu brutalnych treści, opartych na przelewanej bez ustanku krwi czy latających w powietrzu wnętrznościach. Nie mówię tu o tak skrajnych tytułach jak Katanagatari czy Shigurui - anime jest nawet mniej brutalne niż Rurouni Kenshin ;) Oczywiście, nie traktuję tego jako wady. Cała akcja opiera się na przedstawieniu historii każdego członka Goyou oraz relacji zachodzących między nimi. Całość tworzy prostą w przekazie, lecz pretendującą do miana ambitnej, opowieść wyróżniającą się spośród innych tego gatunku. Choć nie zdarza mi się to często, oprawa muzyczna zdobyła moje uznanie. To samo mogę powiedzieć o, niedocenianej tak długo, oprawie graficznej. Jak to się mówi, ''nie oceniaj książki po okładce'' - polecam ten tytuł ;)
Full Metal Panic? Fumoffu. Podczas opisywania ostatniego sprawozdania anime, mocno oberwało się pierwszemu sezonowi. Zaskoczyła mnie nowa odsłona tego tytułu. Z chaotycznego i przeciętnego serialu wyizolowano to co dobre - porządny humor - tworząc całkiem przystępną komedię. Z racji skrócenia serii do 12 odcinków, nie popadłem w monotonię. Fabuła jest prosta (powiedziałbym nawet, że zbyt prosta) i kręci się w obrębie szkolnych perypetii głównych bohaterów. W ostatecznym rozrachunku anime mnie rozbawiło i przekonało do obejrzenia ostatniej już odsłony (The Second Raid). W prawdzie wykluczyłbym z fabuły jeden element - nagminnie wciskany w ostatnie odcinki strój chomika (?), który śmieszył mnie wyłącznie w scenie w wesołym miasteczku (potem raczej wywoływał wstręt niż uśmiech). Anime niezłe, z pewnością lepsze od pierwowzoru.
Speed Grapher. Kolejna produkcja Gonzo, która utrwala mnie w przekonaniu, że studio nie jest tak marne, jak je sobie wyobrażam. Pomijając moją instynktowną niechęć do twórców, zastanawia mnie dlaczego dotąd o tym anime nie słyszałem. Uważam je za takie małe, moje osobiste odkrycie. W serialu podoba mi się przede wszystkim prosta grafika (żałuję, że anime oglądałem w słabszej jakości) oraz oryginalna fabuła. Oglądając opening spodziewałem się raczej realistycznego tytułu obracającego się wokół pracy reporterów. Otrzymałem natomiast historię postaci osadzonych w korupcjogennym mieście, z lekkim zabarwieniem science fiction w tle - zupełnie jak to miało miejsce w Gungrave. Sentyment nie pozwalał mi się oderwać od serii, dopóki nie pochłonąłem jej w całości ;-) Ciężko mi opisać tutaj zarys fabuły, nie zdradzając ważnych szczegółów więc się powstrzymam. Powiem tylko tyle, że głównym bohaterem jest Tatsumi Saiga, były korespondent wojenny, który w wyniku jednego z wielu dziennikarskich śledztw - z drobną pomocą obcej dziewczyny -zostaje uwikłany w intrygę na szczeblu światowym. Akcja obfituje nie tylko w wątki kryminalne, ale też bogatą w wybuchy i pojedynki akcję. Oglądając anime, przypominają mi się starsze serie, które nie uwydatniają jedynie kunsztu grafików, ale oczarowują widza swoją niebanalną fabułą. Tytuł oceniam dobrze.
Planzet. Kolejna z niszowych, komputerowych animacji - choć przyznam - że poziom techniczny uważam za znacznie wyższy niż to ma miejsce m.in. w Vexille czy Appleseed. Pod względem historii, anime korzysta ze sprawdzonych wzorców. Świat jest nękany przez przybyszów z kosmosu, zdziesiątkowana ludzkość na skraju zagłady chowa się w masowych bazach, a garstka dzielnych żołnierzy planuje pokonać przeciwnika przy pomocy tajnej broni. Według mnie cała misterna historia jest cieniem rzucanym przez wątek zawarty w Final Fantasy: The Spirits Within (podobieństwa nasuwają się same). Szczerze, nie oczekiwałem niczego ambitnego. Zobaczyłem zwiastun, dowiedziałem się, że anime trwa zaledwie 50 minut więc obejrzałem anime dla zabicia czasu. Nie zanudziłem się - to fakt. Nie wyniosłem też nic konstruktywnego po obejrzeniu tego filmu. Produkcja jest mi obojętna.
Mind Game. Piętno na moim mózgu odcisnęło już inne anime studia 4°C, mianowicie Tekkon Kinkreet. Osobiście uważam, że film ten wyraźnie pokonał swojego poprzednika. Anime jest pełne scen gloryfikujących życie, poruszając takie tematy jak miłość czy młodość, a samo w sobie jest karykaturą słynnego motta ''Carpe Diem''. Uwielbiam ambitne komedie, a ten tytuł - bez wątpienia - do takich właśnie należy. Akcja filmu jest osadzona w czasach współczesnych, chociaż z drugiej strony powiedziałbym, że zawiera jedynie mały skrawek, wycięty z bogatej historii ludzkości. Kompozycja retrospekcji oddaje klimat podobny do tego występującego w Millennium Actress, jednak sam film nie jest tak poważny (uwidoczniony jest znaczny dystans do poruszanego tematu). Surrealistyczny obraz został wzbogacony o - wykorzystane do produkcji - tradycyjne zdjęcia - ot taki żartobliwy eksperyment twórców^^ Ścieżka dźwiękowa - niczym z karnawału w Rio (żywa, z użyciem bębna czy trąbki) - wpasowuje się w klimat całej produkcji. Ogólnie rzecz biorąc, film ten jest jedną, wielką wariacją. Osobliwe dzieło, jednak śmiało mogę je polecić każdemu miłośnikowi anime.





0 comments:
Prześlij komentarz