27 listopada 2011

Rozliczenie jesiennych premier

Przyszedł najwyższy czas na pierwsze wrażenia z jesiennych premier. W prawdzie, mało które anime, w tym sezonie, mnie zainteresowało. Według mnie obyło się bez rewelacji. Oprócz trzech, obecnie wychodzących tytułów, napiszę także o ostatnio zaliczonych, starszych produkcjach.

Last Exile: Fam, the Silver Wing. Gdybym był na bieżąco z większością, aktualnie wychodzących tytułów, zaryzykowałbym stwierdzeniem, że właśnie te anime jest najmocniejszą pozycją jesieni. Drugi sezon (lub dokładniej, alternatywna historia) opiera się na tych samych mechanizmach świata, co jego poprzednia wersja. Pomimo kilku starych postaci (m.in. Tatiany Wisły, Dio Eraclea), pierwsze skrzypce zagrały zupełnie nowe, a przy tym oryginalne, sylwetki. Jak w przypadku pierwszej serii, tak i tu, klimat produkcji należy do tych cięższych. Osobiście, pierwsze odcinki niespecjalnie mnie pociągały. Znacznie lepiej prezentuje się akcja ostatnich epizodów. Osoby, które odnalazły się w zbliżonym do steampunku charakterze pierwszej części Last Exile, nie zawiodą się ponownie. Anime pomimo spóźnionego startu, sukcesywnie nabiera werwy. Jestem dobrej myśli i z pewną niecierpliwością, czekam na kolejne losy bohaterów.

Bakuman 2. Jest to kolejna kontynuacja, sprawdzonej w praktyce pozycji. Sequel opowiada o dalszych losach pary mangaków, znanych bardziej pod pseudonimem ''Ashirogi Muto''. Nie zabraknie również historii innych, pobocznych (jednak niezbędnych) bohaterów serii. Powiedziałbym, że drugi sezon, trzyma godny poziom poprzednika, jednakże oczekiwałem od tytułu więcej świeżości. W tej kwestii, anime nie ma, czym się pochwalić. Przyzwoita oprawa graficzna, soundtrack (choć dobry) jest zapożyczony z prequelu. W pewnym sensie, Bakuman jako anime, mógł spokojnie zostać spójnym, 50-odcinkowym serialem. Mówi się, że brak postępu jest równoznaczny z cofaniem się. Nie inaczej jest w tym przypadku. Przez swoją pasywność, anime traci na magii, którą tak mocno przyciągał mnie poprzedni sezon. Byłbym jednak daleki od nazwania nowej części kompletną porażką. Jest to nadal, dosyć ciekawa pozycja (zwłaszcza w kontekście tego okresu).

Guilty Crown. Jest to typowa, premiera naszych czasów, okraszona elementami ecchi oraz zakompleksionymi, młodymi bohaterami. Mógłbym anime skrytykować za wiele spraw, jednak nie oszukujmy się - shonen nigdy nie był gatunkiem wysoce ambitnym. Tytuł, dosyć zmyślnie, korzysta ze starych, sprawdzonych schematów innych produkcji science fiction. Z pewnością miłośnicy serii Code Geass, znajdą tu coś dla siebie. W głównej mierze chodzi o względnie podobną fabułę, w której na wskutek globalnego incydentu, Japończycy znajdują się pod okupacją (niczym 11-Strefowcy). Naturalnie, wyzwolicielem ludności zostaje uczeń, który przypadkowo wchodzi w kontakt z grupą rebeliancką, w międzyczasie zdobywając super moce. Mało odkrywcze - ale jakie chwytliwe. Prosta i nieskomplikowana historia, sprzyja w eksponowaniu różnorodnych scen akcji, które niewątpliwie są najmocniejszym punktem w anime. Od strony technicznej, dawno nie widziałem równie zadbanej produkcji. Mam na myśli przede wszystkim grafikę, choć ścieżka dźwiękowa również nie jest mi obojętna (pomimo pop-owej barwy). Atrakcyjnie wyglądające opakowanie, niestety nie może pochwalić się zbyt bogatą zawartością. Na szczęście, od tego typu produkcji, oczekuję rozrywki, nie intelektualnej pożywki ;)

Bartender. Jest to jedno z tych anime, które pomimo swojej wyjątkowości, umyka uwadze szerszej publiczności. Akcja tej krótkiej serii, krąży wokół baru Eden Hall oraz jego gospodarza, Ryuu Sasakury. Pomimo dosyć młodego wieku, utalentowany barman zachwyca gości swoją specjalnością, ''Boskim Kielichem''. Choć nazwa trunku wskazuje na jego unikatowość, w rzeczywistości jest nim sztuka zaserwowania klientowi odpowiedniego alkoholu, w jego obecnym stanie, do aktualnych potrzeb. Serial przedstawia kilka osobnych historii gości oraz ich problemów, których rozwiązania poszukują ''w szkle''. Oprócz dosyć interesujących retrospekcji z życia bohaterów, nie zabraknie w tytule bogatej historii alkoholów świata. Osobiście, zaliczam się raczej do grona abstynentów, jednak tego typu produkcja, nie jednego skłoniłaby do zastanowienia się nad odwiedzeniem takiego baru^^ Strona techniczna anime nie należy do najmocniejszych. Pomimo tych bolących nieścisłości, seria na swój sposób urzeka niepodważalnym klimatem. Jest to naprawdę przyjemny tytuł, będący dobrą odskocznią od zawiłych produkcji.

Ghost Hound. Chociaż wcześniej obejrzany Ghost Hunt nie zrobił na mnie szczególnego wrażenia, zabrałem się za tą, w gruncie rzeczy zbliżoną pozycję. Być może brakowało mi parapsychologicznych klimatów, w najlepszym przypadku miałem zbyt dużo wolnego czasu. Akcja anime dzieje się w czasach współczesnych, natomiast główną sceną zostaje japońskie miasteczko Suiten. Z pozoru spokojne miejsce posiada jednak mroczną przeszłość, związaną z wybudowaną przed laty tamą, serią uprowadzeń dzieci oraz religijnym kultem rodu Oogami. Wydarzenia te odcisnęły głębokie piętno na młodych bohaterach, którzy odkrywając w sobie paranormalne zdolności, usiłują rozwikłać tajemnice swoich traumatycznych przeżyć. Na samym początku, serial ten wręcz mnie odrzucał swoją płytkością i przeciętną kreską. Wraz z rozwinięciem historii, anime okazuje się nawet strawne. Ghost Hound jest według mnie przeciętnym tytułem, jednak nie nazwałbym, poświęconego mu czasu, kompletnym marnotrawstwem. Sama w sobie fabuła może być uznana za oryginalną i nieprzewidywalną, co z pewnością zainteresuje pewną grupę odbiorców. Osobiście, daleki jestem od polecenia komuś tego tytułu.

Pumpkin Scissors. Anime odcisnęło głębokie piętno na mojej psychice, ale cieszę się że po długiej walce z tym tytułem (trwającej może rok), w końcu przez niego przebrnąłem. Akcja serialu dzieje się w powojennym, bliżej nieokreślonym królestwie. W kraju dręczonym przez głód, choroby i korupcję, zostaje powołana Sekcja III, mająca walczyć z problemami społeczeństwa. Tą krótką informacją można podsumować złożoność całej fabuły. Największym nieporozumieniem nazwałbym jednak logikę kierującą naszymi bohaterami, która objawia się w ich absurdalnych działaniach i dialogach (naprawdę można rzygać tęczą). Nie tylko treści zawarte w tytule są, lekko mówiąc, płytkie. Technicznie anime wypada równie paskudnie. Podsumowując, w przypadku tego anime, nie ma na czym oka zawiesić (jednak znając życie, istnieją psychopaci, którym to anime będzie się podobać).

2 comments:

Kiia pisze...

Co do trzech pierwszych anime póki co się nie wypowiem, bo nie komentuje niezakończonych anime (przynajmniej zazwyczaj), ale chciałam wyrazić swój podziw dla Ciebie, że przebrnąłeś przez Barmana i jeszcze stwierdzasz, że to ciekawa pozycja, bo ja nie ukrywam, że nikomu bym tego tytułu nie poleciła. Zgadzam się, że ma ono klimat, a jedna z historii nawet mi się podobała, ale to anime jest kompletnie przegadane, a słuchanie na początku każdego odcinka o alkoholach dla abstynentki takiej jak ja było trudne. Nawet taki fajny barman nie zachęciłby mnie do przyjścia do tego baru. Moim zdaniem Ghost Hound to lepszy tytuł, chociaż porzuciłam go niemal na rok po obejrzeniu 9 odcinków (te latające duszki "kacperki" sprawiały okropne wrażenie), ale jak do tego tytułu wróciłam to zobaczyłam go w trzy dni, bo aż tak mnie wciągnęło. Ta historia coraz bardziej się rozwijała i to było naprawdę fajne, chociaż zakończenie nieszczególnie mnie usatysfakcjonowało. Niemniej powinieneś przyznać, że oprawa graficzna (nie wiem co w niej Twoim zdaniem nie tak, wyglądała świetnie, chociaż nie rewelacyjnie) i muzyczna robiła wrażenie. Szczególnie to drugie było naprawdę przyjemne w odbiorze. Oba anime są przegadane, ale przyjemniej mi się słuchało tych wszystkich naukowych twierdzeń, niż problemów klientów.

Luka Wars pisze...

Bartender, no cóż, może to kwestia gustu. Ja też jestem abstynentem, ale nie przeszkodziło mi to obejrzeć ten tytuł ;) Historie alkoholów to - moim zdaniem - najlepszy smaczek serii. Tytuł jest przegadany i nie wyobrażam sobie, aby mogło być inaczej (barman miał pojedynkować się z mafią czy co?). Anime ma wiele niedociągnięć, ale idea mi się spodobała.

Ghost Hound, również te duchy kojarzyły mi się z Kacprem - moim zdaniem już ten mały szczegół, czyni anime kiczem dla dzieci. Grafika jest schludna, ale czy świetna? Widziałem masę tytułów lepszych w tym aspekcie - nie chcę im ubliżać, włączając do paczki Ghost Hound. Najciężej było mi przebrnąć przez pierwsze odcinki, potem akcja mnie jakoś poniosła do końca.

Dziękuję za opinię i zapraszam do czytania mojego bloga :) Ostatnio mam trochę roboty, więc notka o anime może pojawić się gdzieś za tydzień/dwa.