20 listopada 2011

Standardowo o anime

W ostatnim czasie miałem trochę do roboty. Dlatego też, bez jakichkolwiek wyrzutów, sumienia mogę wytłumaczyć brak wpisów na blogu^^ Najważniejszym problemem była uszkodzona klawiatura, która po dwóch tygodniach - niczym dwutysięczny Żyd - sama odżyła (zobaczymy ile ten stan będzie trwał).

W pewnym sensie, cieszyłem się z kolejnego sprawozdania ze szkolenia NSR. Zawsze byłaby to odskocznia od bez ustanku wałkowanych anime. Niestety, otrzymałem zawiadomienie o odwołaniu zimowych ćwiczeń rotacyjnych i nie mam pojęcia ile mnie jeszcze czeka okazji do służenia pod pagonami ;-)

Dzisiaj o nieco przedawnionych podbojach anime. W najbliższym czasie, jak zapowiadałem (lub nie), postaram się napisać trochę o filmach, może nawet trafi się coś godnego z publicystyki - nadzieja matką głupich (dlatego właśnie zabrałem się za studia).

Jigoku Shoujo Mitsuganae. Trzecia część z cyklu o Piekielnej Dziewczynie. Tym razem Enma Ai odradza się w zwykłej uczennicy, Yuzuki. Młoda dziewczyna pragnie zerwać tą pasożytniczą więź, która jednak w kulminacyjnym momencie, pomoże jej odkryć prawdę o samej sobie. Do znanego z poprzednich części personelu Piekielnej Korespondencji, dołącza spokojny chłopiec o imieniu Yamawaro, który częściej niańczy niesforną Kikuri, niż wykonuje wyroki na przeklętych osobach. W moim przypadku upłynęło dużo czasu, zanim zabrałem się za ten tytuł. Anime nie należało do moich ulubionych z powodu przeciętnej grafiki i jeszcze gorszej fabuły. Tym razem jestem jednak skłonny wystawić serii mały plus. Gdybym miał wskazać element, który uległ znacznej poprawie, wybrałbym akcję. Odcinki nie nużyły, tak jak miało to miejsce w poprzednich częściach. Ograniczono też monotonnie, urozmaicając i skracając czas niektórych, powtarzających się scen (chodzi tu przede wszystkim o dialogi Ai). Historie osób korzystających z Piekielnej Korespondencji w ogólnym rozrachunku mnie zaciekawiły - lepiej było na początku, gorzej z końcem anime). Mimo to należy przyznać, że motywy kierujące postaciami nadal wzbudzają więcej śmiechu, niż dramatyzmu. Niezłe podsumowanie całej serii (mam nadzieję, że twórcy nie zdecydują się na kontynuację).

Full Metal Panic! The Second Raid. Kolejna kontynuacja, za jaką zabrałem się w ostatnim czasie. Prawdę mówiąc, po obejrzeniu Fumoffu poczułem pewne rozczarowanie. Moje przypuszczenia po części się sprawdziły - ten tytuł skoncentrował się na akcji. Odcinek specjalny ''000'', zapowiadający serial, wyglądał naprawdę dobrze. Gorzej natomiast wypadło samo anime, którego akcja nie obfituje w interesujące walki, natomiast fabuła jest równie słaba, jak to miało miejsce w przypadku pierwszego tytułu tej serii. Zmiana czarnych charakterów to trochę za mało. Jednocześnie zmniejszono ilość zdecydowanie najlepszych fragmentów serii - scen komediowych. W efekcie mamy do czynienia z mierną produkcją, poziomem nie odbiegającą od pierwszej części Full Metal Panic. Nie za bardzo rozumiem zachwyt nad tym tytułem i chyba nigdy nie będzie mi to dane^^

Ghost Hunt. Mało odkrywcza nazwa, dla mało ambitnego anime. Jak sugeruje nam tytuł, fabuła dotyczy wypędzania duchów różnymi okultystycznymi sposobami. Serial jest podzielony na kilka, osobnych przypadków - przyznam, że jedna z historii (z dworem należącym do bodajże premiera) była naprawdę mocna, zasługująca na miano horroru. Mimo to pozostałe przygody nie wzbudziły we mnie równie mocnego zainteresowania. Różnorodność bohaterów, objawiająca się w ich profesji (emo lubujący się w gadżetach, ksiądz, mnich, kapłanka, medium), prędzej uwidaczniała nienaturalny kontrast, niż wzbogacała te anime. Zachowania postaci częstokroć bywają pozbawione logiki. Mało wymagająca fabuła potrafi jednak - w pewnym stopniu - przyciągnąć uwagę odbiorcy. Podsumowując, przeciętny tytuł, skierowany raczej do nastolatek otumanionych spirytyzmem, niż miłośników dobrego anime.

Miyamoto Musashi: Souken ni Haseru Yume. Film jest potraktowany jako forma wykładu uniwersyteckiego, skupionego wokół historycznej postaci M. Musashi'ego i czasów, w których przyszło mu żyć. Jest to produkcja, po której mam mieszane uczucia. Największymi minusem dla mnie była kompozycja anime. Przez większą część filmu, jesteśmy zmuszeni oglądać gadającą ''lalkę'' profesora (będącego jednocześnie narratorem) i równie idiotycznie wyglądającą postać jego asystentki. Te mierne przedstawienie wzbudzało u mnie politowanie. Tradycyjne animowane sceny (autorstwa Production I.G.) są jedynie przerywnikami, a szkoda, ponieważ reprezentowały naprawdę wysoki poziom. Dużym pozytywem była natomiast interesująca historia, bogata w wiele ciekawostek dotyczących okresu średniowiecza nie tylko w Japonii, ale całej Eurazji. Nie wiem ile jest prawdy w ocenie postaci Musashi'ego, zawartej w tym anime - wiadomo, każdy kraj lubi pisać własną historię, często oddalając się od prawdy. W kwestii biografii byłbym daleki od traktowania anime jako wiarygodnej wykładni wiedzy. Tytuł poleciłbym miłośnikom historii. Pomimo już wspomnianych, moich wątpliwości odnośnie przedstawienia sylwetki głównego bohatera, uważam że w kwestii opisów prowadzenia wojen czy życia w tamtych czasach, anime jest (przystępną dla każdego) skarbnicą interesujących informacji.

Genius Party & Beyond. Anime i jego sequel są kompozycją kilku osobnych historii, charakteryzujących się użyciem szerokiej palety narzędzi - od tradycyjnej animacji, po grafikę komputerową - jak to miało miejsce chociażby w Ani Kuri 15. Pierwsza część posiada siedem takich odcinków, druga pięć. Każdy z nich trwa w przybliżeniu kwadrans. W tytule oprócz różnorodności obrazu występuje wiele kontrastujących ze sobą gatunków. Dlatego też widz znajdzie w tym anime zarówno fragmenty przypadające do gustu, jak i te będące z nim w konflikcie. W moim przypadku był to dodatni bilans.

2 comments:

Miras pisze...

Niestety muszę ci przyznać rację co Full Metal Panic: TSR. Wszystko fajne, ale fabuła się gdzieś gubi. Niemniej mam sentyment do tej marki i nie oceniałbym tej serii aż tak ostro :). Takie urwane zakończenia i słaba fabuła to jednak pięta achillesowa wielu serii będących adaptacjami książek czy mang - pisałem o tym kiedyś m. in. w kontekście FMP.

Chciałem napisać coś konstruktywnego o Ghost Hunt, ale złapałem się na tym, że praktycznie nic z tej serii nie pamiętam :D. W pamięci została mi tylko niezła muzyka i niewiele więcej.

Powiadasz, że Jigoku Shoujo daje radę? Ja po pierwszym sezonie nie miałem ochoty na więcej - seria była strasznie nierówna.

Luka Wars pisze...

Nierówna czyli? ;) Seria Jigoku Shoujo moim zdaniem jest przeciętna, jednak tak jak napisałem w notce, trzeci sezon wypadł najlepiej.