Witam po dłuższej absencji. Aby przerwać mój błogi stan, postanowiłem napisać dzisiaj o kolejnym temacie, niezwiązanym z anime ;-) Tym razem przyszła pora na krótsze recenzje, dwóch - moim zdaniem - świetnych filmów, które pomimo swojego kunsztu nie zyskały większej popularności na świecie.
Nie są to filmy komercyjne choć nie brakuje w nich akcji. Ta dynamika ustępuje jednak głębszym treściom, ściśle powiązanym z psychologią głównych bohaterów. Sądzę, że poniższe pozycje spodobają się - zwłaszcza - osobom lubującym się w sportach walki. Zapraszam do artykułu.
The Wrestler (2008)
(pol. ''Zapaśnik'')
Odtwórcą głównej roli jest Mickey Rourke, w moim odczuciu człowiek o dość specyficznej aparycji i grze aktorskiej. Być może właśnie ta inność, nadała charakteru całej produkcji.
Randy ''The Ram'' jest zapaśnikiem, który lata swojej świetności ma już za sobą. Wraz ze starzeniem się sportowca, zaczynają się jego refleksje nad życiem, słusznością wyborów, nad wartością dotychczasowych osiągnięć.
W wyniku pogarszającego się stanu zdrowia, lekarze sugerują Randy'emu zakończenie kariery sportowej. Niegdyś młody i energiczny zawodnik, dla którego wrestling był całym życiem dostrzega, że życie nie ogranicza się jedynie do wymiarów ringu. Rozpoczyna się najcięższa walka w karierze zapaśnika. Randy kończy z dopingiem, próbuje zaadaptować się w nowych realiach. W najważniejszej próbie, odnowienia kontaktów z porzuconą przed laty córką, towarzyszy mu jedyna bliska osoba, tancerka erotyczna o imieniu Cassidy.
Film daje do myślenia. Nie dotyczy wyłącznie zawodowych sportowców, którzy są zmuszani do wielu wyrzeczeń, ale przede wszystkim sensu - tak ulotnego - życia. W moim odczuciu filmy, skupione na wewnętrznej walce bohatera z własnymi słabościami, są zawsze miło widziane wśród męskiej widowni (z całym szacunkiem dla płci pięknej - niektóre rzeczy są zrozumiałe jedynie dla nas ;-)
Sposób montażu z pewnością nie jest zbieżny z ogólnym trendem. Poszczególne ujęcia przypominają bardziej dokument (''efekt ruchomej kamery''), tworząc surową ramę kompozycyjną, dobrze współgrającą z psychologicznym wymiarem przedstawionej historii. Smaczkiem będzie również ukazanie samego wrestlingu, mianowicie kulis tej dyscypliny - mówię to jako osoba nie mająca styczności z tym sportem/przedstawieniem. Podsumowując, jest to film naprawdę trzymający w napięciu, z zakończeniem trudnym do przewidzenia. Czy końcowa postawa bohatera sprostała naszym oczekiwaniom? Ocena należy do was.
The Fighter (2010)
Tym razem film traktuje o bardziej popularnej dyscyplinie, mianowicie boksie oraz równie znanym schemacie przeciętnego sportowca sięgającego po szczyt. Wbrew pozorom, głównej roli nie gra tutaj Chrystian Bale (oczywiście nie umniejszając jego wkładu w film).
Micky Ward, w którego postać wcielił się Mark Wahlberg, jest nieznaczącym bokserem. Sport nie pozwala mu utrzymać się, w wyniku czego musi dorabiać sobie dorywczymi pracami, z zamiataniem ulic włącznie.
Pomimo pasma porażek na zawodowym ringu, młody bokser nie znajduje oparcia w najbliższej rodzinie, której chlubą pozostaje Dicky (Christian Bale), starszy brat i osobisty trener Micky'ego. Niegdyś i on był gwiazdą boksu, jednak narkotyki zniszczyły mu życie. Jawny problem z uzależnieniem jest jednak skrzętnie zamiatany pod dywan przez resztę rodziny, która woli wspominać lata świetności Dicky'ego, widząc w nim przykład dla młodszego, sprawiającego zawód brata. Na domiar złego była żona stara się odizolować nierentownego boksera od dziecka.
Życie Micky'ego zmienia się za sprawą poznanej barmanki o imieniu Charlene, która uzmysławia mu toksyczny wpływ rodziny na jego karierę zawodową. Będący w cieniu brata bokser, przy wsparciu nowej partnerki, postanawia zapomnieć o oczekiwaniach rodziny i jedyny raz w życiu zawalczyć o swoje.
Film jest utrzymany w podobnym klimacie jak wcześniej wspomniany ''Zapaśnik'' (pozory dokumentu). Można by powiedzieć, że pomimo głównej historii oscylującej wokół Micky'ego Warda, jest to tak właściwie film o braciach zmagających się z własnymi demonami. W szczególności zachwalam sobie grę Chrystiana Bale'a, za którą mój szacunek do aktora tylko się pogłębia. Przemiana Dicky'ego, która (oszczędzając szczegółów) nastąpiła w pewnych okolicznościach, zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. Moje słowa zdaje się potwierdzać fakt zdobycia przez jego osobę m.in. Oscara i Złotego Globu za najlepszą postać drugoplanową. Równie docenioną aktorką była Melissa Leo, odtwórczyni roli matki rodzeństwa. Kończąc moją skromną opinię, jest to kolejny film, silnie oddziałujący na emocjach, ze wspaniałą puentą na końcu. Polecam.
Pomimo pasma porażek na zawodowym ringu, młody bokser nie znajduje oparcia w najbliższej rodzinie, której chlubą pozostaje Dicky (Christian Bale), starszy brat i osobisty trener Micky'ego. Niegdyś i on był gwiazdą boksu, jednak narkotyki zniszczyły mu życie. Jawny problem z uzależnieniem jest jednak skrzętnie zamiatany pod dywan przez resztę rodziny, która woli wspominać lata świetności Dicky'ego, widząc w nim przykład dla młodszego, sprawiającego zawód brata. Na domiar złego była żona stara się odizolować nierentownego boksera od dziecka.
Życie Micky'ego zmienia się za sprawą poznanej barmanki o imieniu Charlene, która uzmysławia mu toksyczny wpływ rodziny na jego karierę zawodową. Będący w cieniu brata bokser, przy wsparciu nowej partnerki, postanawia zapomnieć o oczekiwaniach rodziny i jedyny raz w życiu zawalczyć o swoje.
Film jest utrzymany w podobnym klimacie jak wcześniej wspomniany ''Zapaśnik'' (pozory dokumentu). Można by powiedzieć, że pomimo głównej historii oscylującej wokół Micky'ego Warda, jest to tak właściwie film o braciach zmagających się z własnymi demonami. W szczególności zachwalam sobie grę Chrystiana Bale'a, za którą mój szacunek do aktora tylko się pogłębia. Przemiana Dicky'ego, która (oszczędzając szczegółów) nastąpiła w pewnych okolicznościach, zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. Moje słowa zdaje się potwierdzać fakt zdobycia przez jego osobę m.in. Oscara i Złotego Globu za najlepszą postać drugoplanową. Równie docenioną aktorką była Melissa Leo, odtwórczyni roli matki rodzeństwa. Kończąc moją skromną opinię, jest to kolejny film, silnie oddziałujący na emocjach, ze wspaniałą puentą na końcu. Polecam.


2 comments:
Twój post przypomniał mi ten film (mówię o "Zapaśniku").Pamiętam, że wylądowałam na nim przypadkowo, kiedy to z koleżanką urwałyśmy się z wykładów, a o 12.00 w południe to nawet w Multikinie mają kiepski wybór filmów. W akcie desperacji zdecydowałyśmy się na ten film, chociaż nic o nim nie wiedziałyśmy, a tytuł brzmiał... mało zachęcająco. Na prawie pustej sali było paru delikwentów (samych mężczyzn) i my.Podeszłam do tego filmu wyjątkowo sceptycznie, a w dodatku Mickey Rourke to dla mnie żadna zachęta do zobaczenia filmu, ale muszę przyznać, że baaardzo się pomyliłam. Obraz zachwycił mnie pod każdym względem. Muszę nawet przyznać, że szkaradnie brzydki Rourke był wspaniały w tym filmie. Daleka jestem od uznania go najlepszym filmem jaki w życiu widziałam, ale na pewno pozytywnie mnie zaskoczył.
A tak poza tym moja feministyczna natura buntuje się przeciwko stwierdzeniu, że tylko mężczyźni są w stanie docenić filmy skupione na wewnętrznej walce bohatera z własnymi słabościami. Kobiety nie muszą tego oglądać, bo kobiety codziennie muszą się z tym mierzyć w pracy, a później w domu. Statystyczny facet robi znacznie mniej niż kobieta, ma mniej problemów na głowie, to i słabość go nie dopada. Kobieta doświadcza tego w autopsji (ale faktycznie to kobiety to płeć silna, bo gdyby faceci rodzili dzieci, rasa ludzka już dawno by wymarła), a facet jedynie przed telewizorem. Niemniej panie z całą pewnością potrafią docenić takie obrazy. Osobiście uwielbiam "Ojca chrzestnego" i nie uważam, że to film, który docenia jedynie brzydsza płeć.
A tak w ogóle to jak przeczytałam opis drugiego filmu to pomyślałam, że chyba "gustomierz" na fimlwebie doradził Ci wybór drugiego tytułu.
Nie, nie korzystam z gustomierza^^ Chociaż przyznam, że zanim coś obejrzę, sprawdzam ocenę i opis na filmwebie.
Jeśli chodzi o feminizm, to ja już chyba nie mam siły do dyskusji - zwłaszcza w wątku o filmach ;) Oczywiście, nie należy tutaj wszystkich kobiet wrzucać do jednego worka. Są i takie, które myślą podobnie do mężczyzn. Jest ich z pewnością mniej, a szkoda.
Zapraszam do poczytania innych artykułów na blogu. Feminizm był czasami poruszany. Dziękuję za komentarz ;)
Prześlij komentarz