30 grudnia 2011

Podsumowanie roku 2011

Prawdopodobnie to już ostatnia notka w tym pełnym uniesień roku ;-) Wkrótce produkt zwany ''magią świąt'' zostanie wyprzedany, a jego miejsce zastąpi sesja zimowa. Prawdę mówiąc, miałem bardzo lekki semestr. Odejmując zbędne wykłady profesorów (którzy zwykle nie wiedzą, o czym mówią), inne zajęcia często były odwoływane. W efekcie nie miałem przyjemności zobaczyć być może połowy moich przyszłych egzaminatorów - oczywiście to nie powód do wszechobecnej paniki, której ja nigdy nie zrozumiem. Jest ryzyko, jest zabawa - znowu mając za sobą co najwyżej jeden wykład, zaliczę przedmioty, które osoby z wyższą frekwencją obleją. Życzę wszystkim studentom mojego podejścia do sprawy.

Więcej wrażeń zaserwowałem sobie poza murami wydziału. Jednym z nich było skasowanie mojego pierwszego samochodu, który poszedł już na żyletki. Auto było wiekowe, jednak trochę go szkoda. Ze swojej strony mogę jedynie je polecić. Fiat Marea to naprawdę dobry model. Ciekawe jakie przygody na szosie przyniesie najbliższy rok.

W ostatnim roku dużą rolę w moim życiu odegrał także sport. Intensywny rok treningów Judo opłacił się. Z wytrwałością nie było problemów, ponieważ czyhałem się na tą sekcję od 2008 roku - państwo jednak zdecydowało inaczej i wezwało mnie do wojska ;-) Na chwilę obecną nie mogę pochwalić się wysokimi wynikami w zawodach. Mam za to na koncie piąty stopień kyu opłacony licznymi kontuzjami. Treningi są wzbogacone o siłownię, która również przynosi pewne efekty. Wielość zajęć odbiła się na lubianych przeze mnie biegach. W planach miałem wystartowanie w tegorocznym Maratonie Warszawskim. Niestety nie przygotowałem się wystarczająco do ''królewskiego dystansu''. W nowym roku postanowiłem jednak powrócić do joggingu. Pięć zebranych kilogramów dodatkowo mnie motywuje^^

Nie zabrakło mi natomiast czasu na anime. Kilka dni temu udało mi się przekroczyć magiczną barierę 300 tytułów. Chciałbym, aby w przyszłym roku do kolekcji dołączyła kolejna setka pozycji - oczywiście o jak najwyższej jakości. Do tej pory nie przywiązywałem zbytniej uwagi do bieżących premier. Dzisiaj coraz bardziej doceniam wartość śledzenia aktualnych wydarzeń w świecie anime. Dlatego też w przyszłym roku przeważającą częścią obejrzanych tytułów będą zapowiadane premiery.

W ostatnim roku, z tęsknoty do munduru i zapachu prochu, zaciągnąłem się do Narodowych Sił Rezerwowych. Od początku byłem sceptycznie nastawiony do profesjonalizacji wojska, którą chwaliły się swojego czasu rządy PO. NSR okazał się nieprzemyślanym produktem marketingowym, ale i ciekawym epizodem w moim życiu. O poligonie Nowej Dęby napisałem już na blogu, więc nie będę ponownie  opisywał tych przeżyć. Niestety była to tylko połowa - ustalonego w kontrakcie - okresu szkolenia. Zapowiadana na listopad druga część ćwiczeń rotacyjnych została odwołana. Zapewne przyczynił się do tego brak środków finansowych. Wierzę, że przypomną sobie o mnie na wiosnę ;-) Na osłodę, w święta dostałem z jednostki bonus w wysokości dwóch tys. złotych za ''dyspozycyjność w czasie kontraktu''.

Małym plusem mijającego roku jest utrzymanie poziomu pisemności na blogu. Przeważająca ilość postów oscylowała wokół tematyki mangi i anime. W najbliższym czasie zamierzam zmienić te proporcje. W miarę możliwości pojawi się publicystyka. Więcej uwagi planuję poświęcić także na opisy filmów - być może mniej znanych, ale wartych obejrzenia. Wierzę, że w 2012 roku Quasi 9.999 utrzyma ten harmonijny, kulturowo-polityczny ton. Zastanawiam się również nad ewentualnymi zmianami w wyglądzie bloga.

Oczywiście, wszystkie starania nie mają większego sensu bez wiernych czytelników, których także przybyło. W tym miejscu muszę pozdrowić tych najaktywniejszych m.in. Mirasa, Kiię oraz Tengu. Nie zostaje mi nic innego, jak życzyć innym blogerom bogatego w wenę Nowego Roku :-)

20 grudnia 2011

Anime Winter 2011/12 (cz. 2)

Tak jak zapowiadałem, oto i druga część zimowych premier, które trafią na mój talerz. Myślę, że te 10 tytułów nie pozwoli mi cierpieć na nudę, a co najmniej kilka z nich pozostawi po sobie miłe wspomnienia. Ucieszę się, jeśli komuś dwie części dzisiejszego postu, pomogą w doborze anime. Miłej lektury. 

Brave 10
Premiera: 07.01.2012 r. (MAL, 08.01.2012 r.) 

Opis: Przedstawione na nowo przygody dziesiątki legendarnych wojowników, zebrane w 1600 roku (ery Sengoku) przez dowódcę wojskowego Yukimurę Sanadę, podczas pobytu w środkowej Japonii.

Oczekiwania: Brave 10 może okazać się jednym z lepszych anime akcji tej zimy. Czy to ambitne anime? Chyba tylko naiwni fani Naruto w to wierzą. Zwiastun mówi sam za siebie - dużo walk i klimaty shounen. Niezła odskocznia od wymagających tytułów. Od fabuły nie oczekuję zbyt wiele (mimo nawiązań historycznych). Będzie prosta jak budowa cepa, aby każdy nastolatek mógł ją zrozumieć. Zastanawia mnie trochę opis na MAL'u, gdzie Brave 10 uchodzi za pozycję seinen. Zwiastun wskazuje, że będzie to anime w konwencji trochę lżejszej, jak Basilisk - również traktujący o średniowiecznej Japonii. Grafika nie zachwyca, ale jest utrzymana na przyzwoitym poziomie. Podsumowując, serial nie zanudzi - niczego też nie wniesie do życia. Nie oszukujmy się, za rok zapomnimy co to za tytuł ;-)

Rinne no Lagrange
Premiera: 08.01.2012 r. (MAL, 09.01.2012 r.) 

Opis: Kyono Madoka jest 17-letnią dziewczyną, która uwielbia swoje rodzinne miasto oraz pomaga ludziom w tarapatach. Przemieszcza się ona robotem zwanym Vox i walczy przeciwko obcym.

Oczekiwania: Największe wrażenie robi na mnie oprawa graficzna w zwiastunie. Jest dosyć specyficzna (oglądałem kilka pozycji od Xebec, jednak znacząco różniły się w stylu), ale przyznam - przyjemna. Pomysł na fabułę wydaje się banalny, z drugiej strony widzę w anime lekką i co najważniejsze - przyjazną dla człowieka w obliczu sesji zimowej - łatwo przyswajalną treść. Od czasu do czasu zobaczymy jakąś walkę mecha. Kupuję to, jednak nie sądzę, aby ta premiera wywarła na mnie większe wrażenie (mam nadzieję, że się mylę).

Rurouni Kenshin: Shin Kyoto Hen
Premiera: XX.12.2011 r. (MAL, 17.12.2012 r.) 

Opis: Seria OVA. Rekonstrukcja batalii stoczonej przeciwko Shishio, przedstawionej z punktu widzenia Misao.

Oczekiwania: Niewielu kontynuacjom anime udaje się zachować swój niepowtarzalny klimat - zwłaszcza jeśli od powstania tytułu-matki minęło 12 lat. Z tego też powodu mam pewne obawy. Mój stan potęguje nieco zwiastun, w którym design postaci Kenshina Himury wygląda naprawdę mizernie. Cała seria Rurouni Kenshin ma to do siebie, że wizerunek głównego bohatera ulegał licznym zmianom - w zależności od czasu, w którym produkcja powstała. Byćmoże i tym razem zaakceptuję nowy wygląd bohaterów - w końcu są to postaci wiekowe, w zamian mające do zaoferowania bogatą osobowość i historię. Uspokaja mnie fakt, że za muzykę odpowiada Noriyuki Asakura, sprawca ścieżki dźwiękowej do serialu telewizyjnego. Możemy więc spodziewać się remake'u kultowego soundtracku (albo przynajmniej kilku, najbardziej rozpoznawalnych utworów z albumu). Jeśli chodzi o fabułę, od początku rozdział z udziałem Makoto Shishio zasłużył sobie na oddzielne i odświeżone OVA. Jestem entuzjastą tej serii, z niecierpliwością czekam na ten tytuł.

Berserk Golden Age Arc I: Egg of the Supreme Ruler
Premiera: 04.02.2012 r. 

Opis: Pierwszy film z trylogii, ukazujący przeszłość Gutsa, Gryffitha oraz Bandy Jastrzębia. Jednocześnie, w przeciwieństwie do serialu z lat 1997-1998, anime jest wierniejszym odwzorowaniem mangi.

Oczekiwania: Od dłuższego czasu jestem wielkim miłośnikiem Berserka. Każdy, kto przeczytał choćby kilka rozdziałów mangi, mógłby z łatwością zauważyć wypaczenia historii w serialu telewizyjnym. Po długiej wegetacji, wieść o porządnej trylogii tego tytułu doprowadza mnie do ekstazy. Wystarczy spojrzeć na zwiastun - wykonanie zapiera mi dech w piersiach (chociaż na początku miałem wątpliwości co do oprawy graficznej). Lutowa premiera zapowiada się naprawdę wspaniale i zdaje się aspirować do czołówki najlepszych anime 2012 roku. Czuję jednak pewien zawód, że muzyka nie została powierzona kompozytorowi odpowiedzialnemu za soundtrack serialu - Susumu Hirasawie (wykonawca pierwszego utworu zwiastuna). Jego twórczość bardzo dobrze komponowała się do średniowiecznych klimatów, bardzo mnie inspirowała. Z drugiej strony, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Zastąpi go, mocno przeze mnie ceniony, Shiro Sagisu (twórca m.in. muzyki do Neon Genesis Evangelion). Nie mogę doczekać się owoców pracy nad tą produkcją.

Dragon Age: Blood Mage no Seisen
Premiera: 11.02.2012 r. 

Opis: W mrocznych czasach barbarzyństwa powstaje Fundacja - religijny zakon poszukujący sposobu na stabilizację świata, skorumpowanego przez złowrogich Magów. Templariusze Fundacji bezlitośnie powstrzymują Magów oraz ich szkodliwe nauki. Kiedy jednak Templariusze zawodzą, większość elity zakonu zostaje postawiona w stan oskarżenia.

Oczekiwania: Osoby, które znają bliżej ten blog, wiedzą jakie mam zdanie na temat anime wykonanych grafiką komputerową. Zwiastun zdaje się potwierdzać moje przypuszczenia. Płynność animacji jest nienaturalna, trochę lepiej prezentują się detale obrazu (chociaż doszukiwałbym się tutaj jedynie starań przy tworzeniu zwiastuna, którego jakość będzie ostatecznie odbiegać od reszty filmu). Mimo to postanowiłem zobaczyć ten tytuł. Nie jestem miłośnikiem gier z serii Dragon Age, ale miło dla odmiany obejrzeć tego typu anime w klimatach dark fantasy, podczas gdy większość komputerowych produkcji trzyma się koncepcji science-fiction. Będzie co ma być - może pozycja zaskoczy interesującą historią?

Anime Winter 2011/12 - Część I:

Anime Winter 2011/12 (cz. 1)

Idąc śladami Mirasa i innych bloggerów, postanowiłem napisać o zimowych premierach anime, które mam zamiar zobaczyć w przyszłości. Post został podzielony na dwie części (limity znaków w tagowaniu), druga notka ukarze się w przeciągu kilku godzin. Za źródła posłużyły mi najbardziej opiniotwórcze strony, czyli Anime News Network (daty premier), My Anime List, a także niezastąpione karty premier (1, 2). 

Natsume Yuujinchou Shi
Premiera: 02.01.2012 r. 

Opis: Jest to już czwarty z kolei sezon popularnej sagi. Natsume jest chłopcem, który widzi duchy, odkąd sięga pamięcią. Niechciana zdolność uniemożliwia mu nawiązanie bliższego kontaktu z rówieśnikami. Pewnego dnia, chłopiec otrzymuje w spadku Księgę Przyjaciół - pełną kontraktów z duchami schwytanymi lata temu przez jego zmarłą babcię. Natsume usiłuje zwolnić z przysięgi duchy zapisane w ów księdze i w miarę możliwości pomaga im w innych problemach.

Oczekiwania: Miałem już przyjemność opisywać jeden z sezonów Natsume Yuujinchou. Jak już wspominałem, anime charakteryzuje się lekką i przyjemną fabułą. Jest to jeden z tych tytułów, który bez względu na czas, zawsze prezentuje równomierny poziom. Myślę, że podobnie będzie z sequelem ''Shi''. Wierzę, że sytuacje komediowe (chodzi tutaj o Madarę) nie stracą na jakości. W poprzednim sezonie zwrócono większą uwagę na życie Natsume i jego bliskich - bardzo mi się to podobało, jednak nie sądzę, aby najbliższa premiera równie mocno nawiązywała do relacji międzyludzkich głównego bohatera. Tytuł może pochwalić się już pewną renomą, dlatego też - w moim odczuciu - jest to najbardziej pewny serial TV tej zimy.

Recorder to Randoseru
Premiera: 05.01.2012 r. 
Opis: Miyagawa Atsushi jest zaledwie 11-letnim chłopcem, który może jednak zaimponować wzrostem 180 centymetrów. Z powodu swojej budowy, często wdaje się w kłopoty, z których ratuje go o sześć lat starsza siostra, Atsumi.

Oczekiwania: Z wyjątkiem lakonicznego opisu niewiele wiadomo o tym tytule. Nie znam osoby, która na tym etapie, mogłaby wysunąć wiarygodne przypuszczenia. Widoczny na plakacie design głównych postaci mnie nie zadowala - jest lalkowy, mało poważny. Spotkałem się z opinią jednego blogera, że tytuł nie rokuje z powodu kontrastu rodzeństwa widocznego w proporcjach wzrostu do wieku. Ktoś mógłby powiedzieć, że będzie to komedia. Ja jednak żyję w cichej nadziei na coś ambitniejszego, zbliżonego klimatem do Usagi Drop. Wiem, że to pobożne życzenie, ale każdy ma prawo do marzeń ;-)

Amagami SS+
Premiera: 05.01.2012 r. (MAL, 06.01.2012 r.) 

Opis: Drugi sezon Amagami SS. Każda z szóstki bohaterek zostanie przedstawiona w dwóch epizodach, składających się na zbiór rozdziałów, jak to miało miejsce w przypadku prequelu. Reżyserem produkcji będzie Tomoki Kobayashi, odpowiedzialny za dwa odcinki poprzedniej części anime.

Oczekiwania: Chciałbym, aby anime trzymało co najmniej poziom poprzedniego sezonu. Stronię od tytułów w stylu school life (i dobrze robię), jednak nie lubię porzucać jakiejś historii w połowie. Ten wewnętrzny przymus pozwolił Amagami SS+ znaleźć się w gronie planowanych na zimę tytułów. Być może przesadzam z tą nadmierną krytyką. Sporym pozytywem i zaskoczeniem była dla mnie śladowa ilość fan serwisu prequelu. Wierzę, że tytułowy ''+'' oznacza podtrzymanie tej tradycji, a nie większą dawkę bielizny i nienaturalnie dużych piersi^^

Senhime Zesshou Symphogear
Premiera: 06.01.2012 r. (MAL, 26.12.2011 r.) 

Opis: Ludzkość jest zagrożona ze strony tajemniczych istot zwanych ''Noise''. Tsubasa i Kanade tworzą zespół muzyczny ''Zwei Wing''. Przy pomocy nowej broni ''Symphogear'', walczą one z napastnikami, aby ocalić Ziemię.

Oczekiwania: Grafiki krążące po internecie mówią jednoznacznie, że w tytule nie zabraknie fan serwisu, do którego tak niechętnie podchodzę. Z drugiej strony zainteresował mnie - pozornie bezbarwny - opis fabuły, który natychmiast skojarzył się z anime pt. Legend of the Black Heaven. Chciałoby się wykrzyczeć ''Hard Rock Save the Space!'', jednak obawiam się, że premiera ta uraczy nas ''bieberowską'' muzyką. Mimo to tytuł wydaje mi się być interesujący - zwłaszcza szczegóły fabuły, które mogą okazać się ciekawe. Liczę też na dobre wykonanie techniczne anime. Mam wrażenie, że oprawa graficzna i poziom animacji będą na wysokim poziomie.

Nisemonogatari
Premiera: 07.01.2012 r. 

Opis: Kontynuacja Bakemonogatari. Mag Kaiki Deishu, który kiedyś oszukał Hitagi, powraca do miasta i rozpowszechnia zaklęcie, którym przedtem przeklął Nadeko. Siostry Koyomiego, Karen i Tsukihi usiłują schwytać Deishu, jednak natrafiają na trudności.

Oczekiwania: Oglądałem Bakemonogatari. Od razu powiem, że nie podzielam zachwytu większości osób nad tym tytułem. Pomimo sporej ilości pozytywów (skupionych raczej wokół wykonania technicznego), innowacyjność treści mnie nie zadowala. Tym razem będzie podobnie, bo i fabuła zapowiada się na abstrakcję, podobną do tej z prequelu. Z pewnością, wart obejrzenia będzie specyficzny obraz anime, widoczny między innymi w sposobie kadrowania postaci. Nie inaczej będzie z muzyką. Tak jak to miało miejsce w Bakemonogatari, spodziewam się nastrojowej ścieżki dźwiękowej, która nie zakłóci jednocześnie odbioru ważniejszych rzeczy serialu (mam na myśli dialogi i historię). Myślę, że Nisemonogatari może też zaskoczyć odbiorców. Prequel obejmował kilka wątków. Natomiast w tym przypadku - jak wskazuje opis - nadchodzącą premierę będzie cechowała jednolita fabuła. Albo zabije to wyjątkowość produkcji, albo pozwoli rozwinąć się historii. Nie mam większych oczekiwań związanych z tym tytułem, jednak ciekawią mnie dalsze losy głównych bohaterów.

Anime Winter 2011/12 - Część II:

15 grudnia 2011

Podsumowanie anime

Choć wydawało się to niemożliwe, udało mi się napisać jeszcze jedną notę z recenzjami anime. Prawdopodobnie to już ostatni taki wpis w tym roku, dlatego nie przedłużam. Miłej lektury.

Welcome to the NHK! Jest to pierwszy, opisywany dziś tytuł i jednocześnie chyba najlepiej prezentujący się spośród ostatnio obejrzanych anime. Komedia opowiada o losach Satou, który cierpi na dosyć powszechną w XXI wieku przypadłość. Ludzie nazywani hikokomori, zaszywają się w swoich mieszkaniach w obawie przed resztą społeczeństwa. Przez ten rodzaj ''alergii'', aby całkiem odseparować się od świata, hikikomori porzucają pracę i przerywają edukację. Takim właśnie przypadkiem jest główny bohater. Pewnego dnia młodzieniec spotyka dziwną (żeby nie powiedzieć szurniętą) dziewczynę. Zawiera z nią układ, w myśl którego nieznajoma jest zobligowana wyleczyć Satou z uciążliwej choroby. Fabuła krąży wokół chorób cywilizacyjnych, charakterystycznych dla rozwiniętych państw. Trudno więc dziwić się, że miejscem akcji został - borykający się z licznymi problemami natury społecznej - Kraj Kwitnącej Wiśni. Komedia obfituje w różnorodność przygód głównego bohatera jak i innych poznanych przez niego osób. W anime nie braknie zabawnych scen, jak i poważniejszej refleksji nad losem bohaterów. Jednocześnie całość podana jest w sposób lekki i przystępny dla każdego. Sympatyczna produkcja w klimacie GTO czy Golden Boy przypadnie do gustu najbardziej wymagającym odbiorcom.

Higashi no Eden. Jest to stosunkowo młody tytuł (2009 rok), jednak zabrałem się za niego dopiero teraz. Być może - gdyby nie nuda i poszukiwanie odskoczni w anime - nigdy nie zapoznałbym się z tym tytułem. Zrobiłbym to bez większej straty ponieważ, mimo wysokich standardów technicznych, serial nie może pochwalić się swoją treścią (śledząc Guilty Crown, widzę tendencję spadkową Production I.G.). Początek akcji rozgrywa się w Stanach Zjednoczonych, gdzie kończąca studia Saki spędza swój wolny czas. Podróż nabiera rumieńców, kiedy naprzeciwko dziewczyny staje nagi mężczyzna wymachujący bronią. Jak się potem okazuje, chłopak stracił swoją pamięć. Jedynym śladem po jego przeszłości pozostaje telefon komórkowy i tajemnicza sekretarka o imieniu Juiz. Kiedy młodzieniec odkrywa na swoim koncie kwotę ośmiu miliardów yenów, dowiaduje się, że ma to związek z niedawnymi zamachami terrorystycznymi w Japonii. Wykorzystując nowo poznaną dziewczynę wraca do kraju, aby odkryć swoją tożsamość. Przyznam, że akcja w anime porządnie mnie wciągnęła, jednak długość serialu nie pozwoliła w pełni rozwinąć się tej historii. Produkcja nie zachwyca nas postaciami, które są zaskakująco płytkie - zarówno od strony cech charakteru jak i pozbawionych logiki zachowań. Ostatni epizod rozbrzmiewa absurdem i kiczem, jak przystało na dzisiejsze serie. Dopóki nie opadła kurtyna tajemnicy głównego wątku, anime utrzymywało przyzwoity poziom. Od wieszania psów na produkcji powstrzymuje mnie jednak odwołanie się do mojego ulubionego filmu, ''Wielkiego Błękitu'' Luca Bessona ;-) Podsumowując, jest to przystępny tytuł. Niczym nie zaskakuje, jednak sprawdza się dobrze jako rozrywka.

Onigamiden. Jun jest zwyczajnym chłopcem, który za sprawą pewnego incydentu przenosi się do okresu Heian, w czasie wielkiej wojny pomiędzy ludźmi a demonami. Okazuje się on być wybrańcem posiadającym moc kontrolowania Orochi'ego - ośmiogłowego smoka. Reszty historii nie trudno się domyślić - nie ukrywajmy, że nie grzeszy ona oryginalnością. W filmie przewija się trochę japońskiej historii i kultury, jednak elementy te nie mają głębszej wymowy. Tytuł nastawiony na akcję, bardzo prostą w budowie. Niczego nieświadomy bohater zostaje osadzony w nowych realiach, poznaje przyjaciół i silnie podkreśloną postać czarnego charakteru, na końcu bierze udział w decydującej i beznadziejnej walce. Być może to tylko moje wrażenie, ale klimat w anime przypominał mi bardziej starożytne Chiny niż Japonię - oczywiście w żaden sposób nie jest to wadą produkcji. Film oglądałem z ciekawością, ale nie czuję się w żaden sposób spełniony. Jest to stosunkowo niezła pełnometrażówka fantasy, jednak istnieją znacznie lepsze pozycje tego gatunku.

Hoshi wo Ou Kodomo. Od anime wyreżyserowanego przez osobę Makoto Shinkai'a oczekiwałem wiele - trudno mi się dziwić. Najnowsza produkcja, pomimo wysokich standardów, w pewien sposób mnie rozczarowała. Pokrótce o fabule. Asuna jest zwyczajną nastolatką, która w wolnym czasie lubi zapuszczać się w pobliskie góry. Pewnego dnia zaatakował ją - wyglądem przypominający niedźwiedzia - potwór. Szczęśliwie z opresji dziewczynę ratuje tajemniczy młodzieniec, Shun. Jeśliby wierzyć chłopcu na słowo, pochodził on z mitycznej krainy zmarłych - Agarthy. Shun godząc się z konsekwencjami swojej ucieczki do świata ludzi w niedługim czasie umiera. Asuna zagłębiając się w mitologię postanawia wyruszyć do Agarthy i przywrócić przyjaciela do życia. W wędrówce towarzyszy jej nowo przybyły do miasteczka nauczyciel, który również pragnie odzyskać bliską sobie osobę. Historia bajkowa, tytuł doskonale się sprawdza jako pozycja przygodowa. Dodatkowo porusza bardzo ważne kwestie o życiu i umieraniu - daleki jestem od nazwania produkcji ambitną, jednak ma ona fabułę z polotem. Nie muszę wspominać o magicznej grafice anime, tak charakterystycznej dla filmów M. Shinkai'a. Tytuł ten jednak wzbudza we mnie także pewne wątpliwości. Czegoś fabule brakuje. Powiedziałbym, że ten film treścią przypomina bardziej dzieła studia Ghibli - nie natomiast nostalgiczne filmy reżysera 5 Centimeters per Second czy The Place Promised in Our Early Days. Postaci anime - na niektórych kadrach - biją po oczach podobieństwami do tych, widocznych w dziełach od Ghibli. Uważam, że młody Makoto Shinkai trochę się zatracił - w ostatnim jego filmie widoczne są inspiracje m.in. Mononoke Hime. Oczywiście, nie ma nic złego w czerpaniu z bogatego dorobku H. Miyazaki'ego. Mimo wszystko sięgając po pozycję M. Shinkaia, oczekuję jego sztuki - nie natomiast upiększonej wersji, która nie jest w stylu tego reżysera. Mimo kilku ostrych słów na koniec to naprawdę dobry film familijny. Nic tylko oglądać.

Tekken: Blood Vengeance. Na koniec o kolejnym anime stworzonym ''na komputerze'', nie włożywszy w to krzty duszy. Na wstępie dodam, że nie miałem styczności z grami Tekken, dlatego też ten tytuł nigdy nie był skierowany do mojej osoby. Z tego też powodu pominę wątek fabularny, który - podejrzewam - jest ściśle powiązany z wydarzeniami z gry. W pierwszym wrażeniu, grafika anime mile mnie zaskoczyła. Z całą pewnością możemy powiedzieć, że twórcy produkcji położyli szczególny nacisk na obraz (który jest w sumie kartą atutową tego tytułu). Trochę gorzej wypada płynność animacji, która rzuca się w oczy podczas walk - wyglądających w pewnych momentach bardzo sztucznie. Anime potraktowałem z dużym dystansem. Spodziewałem się płytkiego wątku fabularnego (nie myliłem się), liczyłem na rozrywkę. Przyznam, że różnorodność pojedynków potrafiła momentami przykuć moją uwagę. Na tym jednak kończą się plusy filmu. W moich oczach jest to przeciętna pozycja. Być może właśnie narażam się miłośnikom sarii Tekken, ale co mi tam ;-)

10 grudnia 2011

Męskie kino pięści

Witam po dłuższej absencji. Aby przerwać mój błogi stan, postanowiłem napisać dzisiaj o kolejnym temacie, niezwiązanym z anime ;-) Tym razem przyszła pora na krótsze recenzje, dwóch - moim zdaniem - świetnych filmów, które pomimo swojego kunsztu nie zyskały większej popularności na świecie.

Nie są to filmy komercyjne choć nie brakuje w nich akcji. Ta dynamika ustępuje jednak głębszym treściom, ściśle powiązanym z psychologią głównych bohaterów. Sądzę, że poniższe pozycje spodobają się - zwłaszcza - osobom lubującym się w sportach walki. Zapraszam do artykułu.

The Wrestler (2008)
(pol. ''Zapaśnik'')
Odtwórcą głównej roli jest Mickey Rourke, w moim odczuciu człowiek o dość specyficznej aparycji i grze aktorskiej. Być może właśnie ta inność, nadała charakteru całej produkcji.

Randy ''The Ram'' jest zapaśnikiem, który lata swojej świetności ma już za sobą. Wraz ze starzeniem się sportowca, zaczynają się jego refleksje nad życiem, słusznością wyborów, nad wartością dotychczasowych osiągnięć.

W wyniku pogarszającego się stanu zdrowia, lekarze sugerują Randy'emu zakończenie kariery sportowej. Niegdyś młody i energiczny zawodnik, dla którego wrestling był całym życiem dostrzega, że życie nie ogranicza się jedynie do wymiarów ringu. Rozpoczyna się najcięższa walka w karierze zapaśnika. Randy kończy z dopingiem, próbuje zaadaptować się w nowych realiach. W najważniejszej próbie, odnowienia kontaktów z porzuconą przed laty córką, towarzyszy mu jedyna bliska osoba, tancerka erotyczna o imieniu Cassidy.

Film daje do myślenia. Nie dotyczy wyłącznie zawodowych sportowców, którzy są zmuszani do wielu wyrzeczeń, ale przede wszystkim sensu - tak ulotnego - życia. W moim odczuciu filmy, skupione na wewnętrznej walce bohatera z własnymi słabościami, są zawsze miło widziane wśród męskiej widowni (z całym szacunkiem dla płci pięknej - niektóre rzeczy są zrozumiałe jedynie dla nas ;-)

Sposób montażu z pewnością nie jest zbieżny z ogólnym trendem. Poszczególne ujęcia przypominają bardziej dokument (''efekt ruchomej kamery''), tworząc surową ramę kompozycyjną, dobrze współgrającą z psychologicznym wymiarem przedstawionej historii. Smaczkiem będzie również ukazanie samego wrestlingu, mianowicie kulis tej dyscypliny - mówię to jako osoba nie mająca styczności z tym sportem/przedstawieniem. Podsumowując, jest to film naprawdę trzymający w napięciu, z zakończeniem trudnym do przewidzenia. Czy końcowa postawa bohatera sprostała naszym oczekiwaniom? Ocena należy do was.

The Fighter (2010)
Tym razem film traktuje o bardziej popularnej dyscyplinie, mianowicie boksie oraz równie znanym schemacie przeciętnego sportowca sięgającego po szczyt. Wbrew pozorom, głównej roli nie gra tutaj Chrystian Bale (oczywiście nie umniejszając jego wkładu w film).

Micky Ward, w którego postać wcielił się Mark Wahlberg, jest nieznaczącym bokserem. Sport nie pozwala mu utrzymać się, w wyniku czego musi dorabiać sobie dorywczymi pracami, z zamiataniem ulic włącznie.

Pomimo pasma porażek na zawodowym ringu, młody bokser nie znajduje oparcia w najbliższej rodzinie, której chlubą pozostaje Dicky (Christian Bale), starszy brat i osobisty trener Micky'ego. Niegdyś i on był gwiazdą boksu, jednak narkotyki zniszczyły mu życie. Jawny problem z uzależnieniem jest jednak skrzętnie zamiatany pod dywan przez resztę rodziny, która woli wspominać lata świetności Dicky'ego, widząc w nim przykład dla młodszego, sprawiającego zawód brata. Na domiar złego była żona stara się odizolować nierentownego boksera od dziecka.

Życie Micky'ego zmienia się za sprawą poznanej barmanki o imieniu Charlene, która uzmysławia mu toksyczny wpływ rodziny na jego karierę zawodową. Będący w cieniu brata bokser, przy wsparciu nowej partnerki, postanawia zapomnieć o oczekiwaniach rodziny i jedyny raz w życiu zawalczyć o swoje.

Film jest utrzymany w podobnym klimacie jak wcześniej wspomniany ''Zapaśnik'' (pozory dokumentu). Można by powiedzieć, że pomimo głównej historii oscylującej wokół Micky'ego Warda, jest to tak właściwie film o braciach zmagających się z własnymi demonami. W szczególności zachwalam sobie grę Chrystiana Bale'a, za którą mój szacunek do aktora tylko się pogłębia. Przemiana Dicky'ego, która (oszczędzając szczegółów) nastąpiła w pewnych okolicznościach, zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. Moje słowa zdaje się potwierdzać fakt zdobycia przez jego osobę m.in. Oscara i Złotego Globu za najlepszą postać drugoplanową. Równie docenioną aktorką była Melissa Leo, odtwórczyni roli matki rodzeństwa. Kończąc moją skromną opinię, jest to kolejny film, silnie oddziałujący na emocjach, ze wspaniałą puentą na końcu. Polecam.