25 stycznia 2012

Psychologia tłumu według ACTA

W ostatnim czasie środowisko polskich internautów zdaje się żyć, budzącym liczne kontrowersje, tematem umowy handlowej ACTA. Dokument, który 26 stycznia w Tokio ma podpisać również Polska, według protestujących osób jest próbą ocenzurowania internetu oraz inwigilacji obywateli. Wzmożona aktywność społeczeństwa nie umknęła uwadze mediów, jednocześnie zmobilizowała opozycyjne ugrupowania polityczne do krytyki rządu.

Prawdę mówiąc, kiedy obejrzałem krótki film z YouTube obrazujący koncepcję ACTA (Anti-Counterfeiting Trade Agreement), w obliczu przedstawionych sytuacji, wzbudził we mnie uzasadnione obawy. Chyba żaden internauta nie życzyłby sobie wizji ukazanej w materiale. Zastanowił mnie jednak brak bezpośrednich odwołań do treści umowy, które mogłyby potwierdzić złe intencje jej twórców. Odseparowując się od głównego nurtu panikarzy, najzwyczajniej w życiu zasięgnąłem wiedzy u źródła. Po przeczytaniu ACTA w żaden sposób nie mogę podzielić krytyki przeciwników podpisania umowy, która według mnie wynika ze zwykłego niedoinformowania społeczeństwa, a nie realnego jego zagrożenia.

Nie od dziś wiadomo, że chętniej sprzedaje się negatywna wiadomość. Po oddolnej fali protestów internautów (spowodowanej między innymi ujęciem właścicieli serwisu MegaUpload), machina propagandy ruszyła. Nie bez winy pozostają media, które zachowując pozory rzetelności, podsyciły całą atmosferę. Prym w ''uświadamianiu'' ludności w tym przypadku wiodą jednak amatorskie akcje: łańcuszki, demotywatory ukazujące rzeczywistość po ACTA, liczne filmy (także komentarze popularnych blogerów) czy mało poważne petycje podpisywane przez pełnych młodzieńczej naiwności niepełnoletnich.

Jedną z bardziej wyrazistych socjotechnik pozostaje wideo z apelem grupy ''Anonymous''. Film jest tak mocno zmanipulowany, że postanowiłem zweryfikować zawarte w nim informacje, odnosząc się do treści umowy ACTA jak i innych zaangażowanych w sprawę aktów normatywnych. Materiał z powodu swojej chaotycznej formy może sprawić trudności w analizie, więc osobno rozwinę kwestię opisów konkretnych sytuacji kończąc na ocenie języka użytego w apelu.

Pierwszym z przykładów jest odniesienie się przepisów ACTA do znaków towarowych na przykładzie ''General Motors Tampons'' (0:20 min.). Scena została zobrazowana w sposób komiczny, mający na celu ukazać absurdalność dokumentu, jednak autorzy nie byli do końca szczerzy w swoim przekazie. W rzeczywistości ochrona znaków firmowych odróżniających od siebie poszczególne przedsiębiorstwa nie powinna w żaden sposób gorszyć. Każdy winien przyznać, że bezprawne użycie na produkcie np. loga Adidas jest formą kradzieży. Warto podkreślić, że kontrowersyjny dokument w tej kwestii nie wprowadza tak właściwie niczego nowego. Na mocy porozumienia TRIPS z 1994 roku, do którego Polska przystąpiła w 2000 roku, sygnatariusze są zobowiązani do prawnej ochrony znaków towarowych (sekcja 2, art. 15).

Następnie poruszono problematykę zdefiniowania własności intelektualnej (0:50 min.), którą autor świadomie zrównuje z własnością materialną, tym samym dochodząc do wniosku, że niematerialna rzecz nie może zostać skradziona (a tym samym skopiowanie np. muzyki nie jest przestępstwem). Kolejnym przekłamaniem jest twierdzenie, że opisywana umowa w żaden sposób nie wyjaśnia znaczenia własności intelektualnej. Artykuł 5 ACTA, zawierający całą terminologię aktu, dosyć jasno stwierdza, że pojęcie tejże własności odnosi się do wszystkich kategorii własności intelektualnej zawartych w sekcjach 1-7 drugiej części porozumienia TRIPS. Gwoli wyjaśnienia możemy przyjąć, że są to wynalazki, produkty i procesy zawierające element wynalazczy i nadają się do praktycznego zastosowania (sekcja 5, art. 27) np. fonogramy, badania, programy komputerowe, oznaczenia geograficzne czy wcześniej wspomniane znaki towarowe. Jednocześnie art. 9 tego samego dokumentu podkreśla, że własnością intelektualną nie może być sama w sobie: idea, metodologia czy wzór matematyczny, co kłóci się z wnioskami wyciągniętymi przez Anonymous.

Chyba najbardziej znaną sytuacją z filmu będzie ta o przekazaniu przepisu na kurczaka (1:35 min.). Lekkie zażenowanie wzbudził we mnie fakt, kiedy wczorajszej nocy w audycji radiowej jeden ze słuchaczy, podczas dyskusji dotyczącej ACTA, wspomniał o tym właśnie przykładzie. Jak widać, przeciwnicy tej umowy jedyną argumentację, którą posiadają, wynoszą z mało poważnych materiałów internetowych. W art. 3 ACTA dowiadujemy się o relacjach pomiędzy treścią umowy, a jej wpływem na prawodawstwo sygnatariusza - mianowicie o braku kolizji oraz pierwszeństwie prawa danego państwa. Mówiąc o Polsce, najodpowiedniejszym aktem normatywnym w tej dziedzinie będzie ustawa z dnia 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych. W tejże ustawie znalazłoby się przynajmniej kilka punktów ratujących nas przed wymiarem sprawiedliwości, jednak w tym przypadku wystarczające jest przytoczenie samego art. 23 (ust. 2. Zakres własnego użytku osobistego obejmuje korzystanie z pojedynczych egzemplarzy utworów przez krąg osób pozostających w związku osobistym, w szczególności pokrewieństwa, powinowactwa lub stosunku towarzyskiego.). Warto również wspomnieć, że przepis kulinarny jest metodą, więc w myśl TRIPS nie może być zaklasyfikowany w poczet własności intelektualnych.

W swojej analizie nie doszedłem nawet do połowy apelu Anonymous. Ilość napisanego tekstu pokazuje jednak, ile niedopowiedzeń, a także świadomych przekłamań występuje w tym materiale. Kolejnym z takich fałszerstw jest ostrzeżenie przed całkowitym monitoringiem obywatela (2:25 min.), które jest jednocześnie jednym z chętniej cytowanych argumentów przez przeciwników ACTA. Według nich nie tylko państwo będzie dopuszczało się świadomej inwigilacji społeczeństwa, ale także sami dostawcy internetu, którzy w razie podejrzenia odetną nam połączenie. W rzeczywistości, treść umowy nie zawiera ani jednego z wymienionych narzędzi. Oznacza to tyle, że metodologia działania, mająca na celu skuteczną ochronę własności intelektualnej, pozostaje w decyzji organów ścigania danego państwa. Naturalnie, w razie potrzeby podmioty prawodawcze mają możliwość wprowadzenia określonego modelu postępowania (włączając w to odłączenie sieci lub narzucenie na dostawców internetu dodatkowych obowiązków), jednak wynika to tylko i wyłącznie z suwerenności każdego kraju. W moim przekonaniu brak jednoznacznego wymogu takich działań nie motywuje wystarczająco sygnatariusza do wcielenie w życie tych narzędzi. Z tego też powodu nie sądzę, aby po przyłączeniu się Polski do umowy zaszły w tej kwestii znaczące postępy.

Przejaskrawionymi sytuacjami możemy też nazwać opublikowanie filmu, w tle którego możemy usłyszeć piosenkę chronioną prawami autorskimi (3:12 min.). Jak w przypadku przepisu kulinarnego tak i w tym przypadku nie ma widocznych śladów przestępstwa (ponieważ na mocy art. 1 zarówno fotografia jak i filmowy materiał są objęte prawami autorskimi). Co ciekawe, polskie prawo nie reguluje także zjawiska nagrywania kamerą filmów z salach kinematograficznych (ang. camcording). Dlatego też film czy zdjęcie kota z logiem Pepsi - nawet amatorskie - mają charakter twórczy i są objęte ochroną prawną. Dozwolone przez prawo polskie jest także cytowanie wypowiedzi i fragmentów gazet (art. 29 ust. 1. Wolno przytaczać w utworach stanowiących samoistną całość urywki rozpowszechnionych utworów lub drobne utwory w całości, w zakresie uzasadnionym wyjaśnianiem, analizą krytyczną, nauczaniem lub prawami gatunku twórczości.).

Jak już wcześniej wspomniałem, ACTA nie narzuca sygnatariuszowi konkretnych narzędzi do działania. Tym bardziej twierdzenie, że właściciele stron internetowych będą zmuszeni do kontroli własnej zawartości (3:35 min.) jest bezpodstawne. Powołanie się na zagrożenie m.in. Twittera jest o tyle śmieszne, że ten należy do INTA (International Trademark Association), która z kolei w czerwcu ubiegłego roku zaakceptowała ostateczny kształt umowy ACTA. Za mało śmieszne? Warto też dodać, że zaciekle walczące z umową Anonymous chwali się swoimi osiągnięciami właśnie na łamach Twittera. Oczywiście, możemy spodziewać się interwencji w sprawie serwisów hostujących pliki, które nagminnie łamały prawa autorskie (jak MegaUpload). Mimo pewnych wątpliwości uważam, że strony typu YouTube czy Imageshack nie muszą obawiać się zagrożenia ze strony wymiaru sprawiedliwości.

Ważną kwestię, którą poruszył autor filmu i z którą po części mogę się zgodzić jest geneza samej umowy handlowej i interesów, które ona chroni. Przekłamaniem ze strony Anonymous jest stwierdzenie, że artyści i bezpośredni twórcy na umowie stracą (3:57 min.). Z pewnością ich zyski będą nieporównywalnie mniejsze od szacowanych korzyści, jakie otrzymają producenci i koncerny. Mimo wszystko działanie (nawet o małej sile) zmierzające do ograniczenia bezprawnego handlu, a tym samym likwidacji szarej strefy, zaowocuje profitami każdej ze stron. Należy zaznaczyć, że nie tylko artysta, ale także producent ma prawo do ochrony swojej własności intelektualnej. Nie wykluczam, że ACTA była pewną formą lobbyingu i wynikiem zaangażowania znaczących korporacji (4:20 min.). Umowa ta jest przeze mnie negatywnie odbierana z powodu swojej stricte liberalnej formy, jednakże w żaden sposób nie może usprawiedliwiać to kradzieży dóbr oraz ich nielegalnego obrotu.

Zbliżając się do końca mojej analizy (która przy odrobinie chęci mogłaby być znacznie dłuższa) poruszę kwestię cenzury internetu, jaka według autora miałaby nas spotkać po podpisaniu przez Polskę ACTA (5:12 min.). Demokracja rządzi się pewnymi, niezbywalnymi prawami. Należą do nich prawa obywatelskie, między innymi swoboda zrzeszeń czy wolność słowa. Treść umowy podkreśla i szanuje te wartości. Poza tym, gdyby wszystkie obawy przedstawione w apelu Anonymous okazałyby się uzasadnione, ACTA funkcjonowałaby w sprzeczności z Konstytucją RP co jest niemożliwe z prawnego punktu widzenia. Musimy również pamiętać o tym, o czym Anonymous zdaje się zapomniał. Opinie, w tym także wypowiedzi krytyczne są przedmiotami prawa autorskiego. Tym zabawniejsze wydaje się stwierdzenie, że umowa mająca na celu ochronę własności intelektualnej mogłaby ją naruszać.

Niepozorny szum, który urósł dziś do problemu na skalę całego kraju, z pewnością byłby do uniknięcia, gdyby konsultacje nad umową od początku cechowała przejrzystość. Nie uważam jednak, aby kampania informacyjna cokolwiek zmieniła. Po pierwsze nie widzę powodu, aby w tej konkretnej kwestii była potrzeba takiej edukacji. Powiedzmy sobie szczerze - czy przeciętnego obywatela interesują umowy międzynarodowe, które zawiera nasz kraj? Co tak właściwie było punktem zapalnym sporu? Myślę, że poniekąd socjotechnika, po części natomiast natura zakompleksionego ''polaczka'', którego łatwo zmanipulować - zwłaszcza kiedy wygodnie mu ze swoją głupotą. Kiedy wybuchła lawina oszczerstw pod adresem inicjatorów ACTA i rządu, mało kto wpadł na genialny w swej prostocie pomysł przeczytania treści umowy. Za to całkiem ochoczo banda niedojrzałych na umyśle osób wraz ze swoimi małymi szabelkami ruszyła wykrzykując rewolucyjne hasła i porównując się do przodków walczących niegdyś o wolność Polski. Nie jest to powód do dumy (mam na myśli m.in. aprobatę dla ataków hakerów na strony rządowe) i niewiele ma to wspólnego ze współczesnym patriotyzmem. Nie nazywajmy też tych auto-destruktywnych ruchów, jak to usłyszałem dzisiaj w stacji TVN, kształtowaniem się postaw społeczeństwa obywatelskiego. Z całym szacunkiem, banda okładających się kijami szympansów z mlekiem pod nosem w żaden sposób nie przypomina mi swoją formą prób tworzenia się świadomości społecznej.

Można by powiedzieć, że przykład idzie z samej góry. Posłowie w tej kwestii również nie powstrzymali się od wykorzystania sytuacji, jako orężu w walce przeciwko oponentom. Na nagrodę Darwina zdecydowanie zasługuje Prawo i Sprawiedliwość, które od dawna znane było ze swoich zapędów wsadzania obywateli za kraty, co z resztą udowodnili głosując 2010 roku w Parlamencie Europejskim za umową ACTA (zgodnie z PO i PSL). Dzisiaj jednak ''sprawiedliwi'' zapomnieli o tym fakcie, zaczęli za to dostrzegać zagrożenie dla ludzkości i domagać się debaty publicznej w sprawie ACTA. Na łamach Europy, w najlepszym świetle według mnie pokazała się polska lewica (SLD i UP), która jako jedyna głosowała za rezolucją, do dziś podtrzymując swoje zdanie.

Po dość długim wywodzie uważam, że temat nadal jest niewyczerpany. Nie sądzę, abym do kwestii ACTA jeszcze wrócił (chyba, że wydarzy się coś wartego uwagi). Mam jednak nadzieję, że rozwiałem kilka mitów, które urosły wokół umowy. Na zakończenie zamieszczam niektóre ze źródeł, które wykorzystałem do swojej pracy:
  1. Anti-Counterfeiting Trade Agreement (ACTA)
  2. Trade-Related Aspects of Intellectual Property Rights (TRIPS)
  3. Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r.
  4. International Trademark Association (INTA) wobec ACTA
  5. ''No to ACTA'' - Apel Anonymous (YouTube)
  6. Gazeta Wyborcza: Głosowanie w Parlamencie Europejskim
  7. Gazeta Wyborcza: B. Lenkowski, ''O ACTA inaczej''

5 comments:

Tobirama pisze...

Podzielam w pełni twoją opinię, rozbawił mnie fragment o podpisaniu petycji przez niepełnoletnich , który został zaczerpnięty z kreski. Twoja notka w pełni obrazuję jakie naiwne i głupie jest nasze społeczeństwo.Oraz to jak łatwo jest manipulować informacją, co oczywiście sam świetnie stwierdziłeś.Gdyby załóżmy co siódmy internauta, umiał wykorzystać swój intelekt to nie doszłoby do tej paniki, nie oszukując się nie było się czego bać. Obwiniać tylko tych panikarzy ,którzy wywołali tą lawinę (plotka wyleci wróblem a powróci wołem). To dowodzi także jednego , że większość internautów, przez internet zatraciła zdrowy rozsądek i pojmowanie faktów.

Blue pisze...

Według Ciebie to ci co protestują są przekłamani? To zadam Ci pytanie: dlaczego wprowadzono ACTA? Przedstawiciele rządu wciąż powtarzają, że obowiązujące w naszym kraju przepisy prawne zupełnie wystarczają, aby ścigać piratów i zamykać internetowe serwisy łamiące prawo autorskie. I wciąż przypominają, że nic się nie zmieni. Jeżeli tak, to do czego jest nam potrzebne ACTA? Moim zdaniem jest tu drugie dno, w końcu po co wprowadzać coś co jest niepotrzebne?

Piszesz, że prawo polskie nas broni przed tymi absurdalnymi przykładami jak chociażby zdjęcie kota z logo pepsi. ACTA jest porozumieniem międzynarodowym. To oznacza, że w świetle polskiej konstytucji jakiekolwiek sprawy sporne dotyczące naruszenia praw autorskich nie będą regulowane przez przepisy polskiego prawa, tylko przez ACTA. Dlatego też jeśli Pepsi uzna, że należy mu się odszkodowanie, to i tak będziemy musieli zapłacić i na nic się zda takie gadanie jak to co pisałeś w tym poście.

Skoro wg Ciebie artyści będą mieć ''profity'' dzięki ACTA to czemu część z nich nie zgadza się na to? Przykładem może być pan Cejrowski, który mówi, że ACTA jest jedynie zagrożeniem! Pozwolę go sobie zacytować ''ACTA wprowadzane dzisiaj jest potrzebne wyłącznie władzy. Dziesięć lat temu jakoś się za to nie brali, a wtedy piractwo było problemem prawdziwym. Dzisiaj już nie jest. I przypomnę Państwu kto to pisze: facet, który żyje ze sprzedaży dzieł w rozumieniu prawa autorskiego, czyli facet, którego wkurza, gdy jest okradany przez internetowych piratów. Okradają mnie i denerwują codziennie. Wywieszają nielegalne wersje moich książek, audycji radiowych, moich programów telewizyjnych, potem kasują za to pieniądze, ale ze mną się nie dzielą - ZŁODZIEJE wartości intelektualnej. Ja z obrotu prawami do moich utworów utrzymuję rodzinę i kilkunastu pracowników, z których większość ma swoje rodziny i dzieci... A zatem pisze to wszystko facet, którego osobiście dotyka problem piractwa w internecie. I z tej mojej pozycji, osoby okradanej, poszkodowanej, piszę, że ACTA jest zagrożeniem większym dla mnie osobiście, niż wszyscy ci piraci.''

Na koniec chciałabym jeszcze dodać, że skoro jesteś tak bardzo za tym by przestrzegano prawa autorskie to może byś przestał wstawiać na swojego bloga obrazki i zdjęcia naruszające te prawa? No chyba, że sam je robisz... w co śmiem wątpić.

Luka Wars pisze...

Na początek chciałem podziękować za komentarze. Blue, nie zgodzę się z twoimi twierdzeniami, które de facto nie są nawet argumentami przeciw ACTA. Ale po kolei.

Również dla mnie wprowadzenie w Polsce ACTA jest nieuzasadnione z interesu naszego kraju. Po pierwsze to o czym wspomniałeś, czyli tak właściwie niewiele nowego ta umowa wnosi (a jednie zawiązuje ściślejszą współpracę na szczeblu międzynarodowym). Pod tym względem nie widzę sensu wprowadzać umowy. Nie widzę też logiki w rozumowaniu przeciwników ACTA, którzy powołują się na ''niewidzialne narzędzia'', które zniewolą internautów.

Przyczyny podpisania umowy doszukiwałbym się w polskiej prezydencji i aktualnych rządach PO-PSL. Według mnie nie są oni na tyle rozgarnięci, aby w ACTA widzieć potencjalny interes dla kraju (czy chociażby dla siebie). Postawa płynięcia z nurtem, aby przypodobać się krajom rozwiniętym. W polskiej polityce nie ma zbyt wiele namysłu i sensu. Za przykład może powtórzyć wydarzenie z naszego podwórka (które w najbliższych dniach może zostać upublicznione). Przez niedbałość (zwyczajne niedoczytanie ustawy) nasi posłowie znowelizowali ustawę o NIK, którego organy mają obecnie prawo pozyskiwać informację odnośnie poglądów, wyznania, preferencji seksualnych czy naszego kodu genetycznego. Widzę w tym jednak gafę, nie świadome naruszenie prawa. Wracając do tematu, nigdzie nie napisałem, że jestem za wprowadzeniem ACTA. Mój stosunek do aktu jest neutralny chociaż nie mogę zaprzeczyć, że dokument ma sens i jest zgodny z prawem.

Nie wiem, z którego roku Konstytucję RP czytałeś, ale rozdział III odnosi się do źródeł prawa w Polsce. Każda ratyfikowana umowa międzynarodowa podlega pod Konstytucję RP. Tym samym, żadne Pepsi nie wsadzi ciebie do więzienia przez sfotografowanie kota z ich znakiem towarowym :) Warto dodać, że ACTA nie działa na zasadzie przymuszenia zapłaty odszkodowania przez osobę na podstawie samego podejrzenia. Wyrok zapada na postępowaniu cywilnym. Nie należy zapominać, że poszkodowana bezpodstawnym zarzutem osoba ma prawo ubiegać się odszkodowania od wnioskodawcy (art. 12 ust. 5 ACTA).

Pan Cejrowski nie jest dobrym przykładem w tej sprawie. Chociaż lubię jego programy geograficzne, wygłaszane prawicowe poglądy nie czynią z niego poważnego człowieka (m.in. wypowiedź o obowiązkowej religii w szkole i poparcie dla Romana Giertycha). Ten sam człowiek, nawiązując do ACTA, głosił hasła rewolucji i obaleniu rządu. Czy to jest człowiek poważny? Za dużo czasu spędził w totalitarnych państwach Ameryki Łacińskiej i odwykł od standardów demokratycznych, ale nie zwalnia go to z racjonalnego myślenia. Bądź co bądź, nie jako artysta, ale jako człowiek ma prawo do własnych poglądów - jak i pozostali posiadacze własności intelektualnej. U pewnych osób możemy doszukiwać się dobrych intencji, u innych wykorzystania sprzeciwu wobec ACTA jako dobrej kampanii marketingowej. W żaden sposób marginalne głosy sprzeciwu ze strony artystów nie są wykładnią dokumentu. Podobnie jak w stosunku do zwykłych internautów, spytam się i artystów - w którym fragmencie umowy jest ona zagrożeniem dla człowieka/artysty? Nurt hejterów protestuje, ale nie odwołuje się do aktu normatywnego, tylko negatywnych emocji opinii publicznej. Czysta socjotechnika (w dodatku nieświadoma ze strony protestujących, którzy zachowaniem przypominają trochę tresowane małpy.)

Jeśli chodzi o mnie, myślę że prawa autorskie po części łamałem wrzucając na ten blog odcinki Naruto Shippuuden, jednak w żaden sposób nie możesz zarzucić mi przestępstwa z powodu umieszczania zdjęć na stronie. Mówi o tym m.in. art. 25, 26 i 29 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych - której najwidoczniej nie przeczytałeś ;)

Na koniec chciałabym jeszcze dodać, że skoro jesteś tak bardzo za tym by przestrzegano prawa autorskie to może byś przestał wstawiać na swojego bloga obrazki i zdjęcia naruszające te prawa? No chyba, że sam je robisz... w co śmiem wątpić.

Anonimowy pisze...

A co sądzisz na temat ACTA - leki?
Jak ACTA wejdzie w życie przestaną być produkowane wszystkie tanie zamienniki leków. Prawa autorskie, obrazki, anime, filmy... to wszystko mam gdzieś - niech sobie ta ACTA wchodzi. Ale polaków już teraz (w większości emerytów) nie stać na leki, a co dopiero jak będą musieli zrezygnować z tańszych zamienników na rzecz leków czasami 500% droższych? Już teraz niektóre produkty zwiazane z przemysłem farmakologicznym (np. paski dla cukrzyków) podrożały o kilkaset procent (paski niegdyś po 3zł teraz kosztują ponad 15zł).

I to jest dla mnie największe kurestwo ACTA. Więc będę walczyć razem z tłumem oszołomów (Anonymus, dzieci z kreskówki itp.), którzy chcą 'wolnego internetu', bo może przy okazji uda się uniknąc tego, czego boje się ja - czyni usunięcia tanich zamienników leków. Bo nie łudźmy się, gdy znikną tanie zamienniki NFZ na pewno nie zacznie refundować drogich leków do tego stopnia, by było nas na nie stać.

Luka Wars pisze...

Faktycznie umknęła mi kwestia leków generycznych oraz odmian roślin, o których była mowa w innym, zmanipulowanym filmie z YT.

Także i w tej kwestii ACTA nie wprowadza niczego nowego. Zacznijmy od tego, że nie zmienia ona polskiego prawodawstwa czy postanowienia TRIPS - sam ten fakt uniemożliwia umowie wprowadzenie barier w obrocie tego typu towarami (ACTA art. 13).

ACTA nie ma głównego wpływu na ceny leków w Polsce, co próbujesz zarzucić dokumentowi. Za te koszty odpowiedzialny jest przede wszystkim NFZ, a dzisiejsze zawirowania w cenach leków (m.in. pasków dla cukrzyków, o których wspomniałeś) są spowodowane nową listą leków refundowanych. Naturalnym stanem rzeczy jest to, że lek wycofany z listy będzie płatny w 100%.

Leki generyczne nadal są dostępne w Polsce. Problem pojawia się jeśli pacjent nie ma zielonego pojęcia o możliwości zakupu tańszego odpowiednika i realizuje receptę, na której lekarz umieszcza droższe leki (mam na myśli lobbing firm farmaceutycznych).