10 stycznia 2012

Szukając sprawiedliwości z L. Neesonem

Powoli zaczynam doceniać zalety opcji kopii roboczych oraz publikacji postów z wyprzedzeniem. W ten oto sposób, pisząc dzisiaj tekst (08.01), oddam go terminowo we wtorek. A tak, jestem po dwunastu godzinach nauki Polskiej Myśli Politycznej na jutrzejszą ''zerówkę''. Kiedy będziecie czytali tą genialnie niepokorną notkę, nadal będę siedział w lekturze politologa ;-) Miejcie to na uwadze i zapalcie mi znicza.

Taken (2008)
(pol. ''Uprowadzona'')
Liam Neeson, kiedyś całkowicie mi obojętny, dziś wzbudzający moją sympatię. A to wszystko za sprawą dwóch filmów z jego udziałem, które uświadamiają mi, ile dobrych pozycji jeszcze mi umknęło. Jednym z tych tytułów jest ''Taken'', który polecił mi ostatniego lata współlokator z poligonu NSR^^

Bryan (L. Neeson) jest emerytowanym agentem służb specjalnych, który porzucił swój dawny fach dla życia rodzinnego. Choć w tej materii nie ma zbyt wielu powodów do dumy, zawsze pozostaje mu 17-letnia córka, Kim (M. Grace).

Pomimo nieodpowiedzialności swojej latorośli, stara się on zgadzać na każdy jej kaprys. Pewnego dnia nadopiekuńczość ojca okazuje się być słuszna. Podczas pobytu w Paryżu Kim dzwoni do ojca, że właśnie w tej chwili ktoś włamał się do jej mieszkania. Bezradny Bryan słyszy głosy napastników porywających córkę.

Kiedy policja załamuje ręce, zdesperowany ojciec postanawia wykorzystać swoje wieloletnie doświadczenie w służbach, aby samodzielnie sprowadzić córkę do domu. Przybywa pierwszym lotem z Los Angeles, aby wytoczyć prywatę paryskim handlarzom żywym towarem.

Osobą odpowiedzialną za scenariusz jest ceniony przeze mnie Luc Besson (tak, człowiek marnujący obecnie swój talent na tworzeniu filmów dla dzieci). Na szczęście bajkowy nastrój ''Artura i Minimków'' nie udzielił się reżyserowi podczas tworzenia tej historii - wręcz przeciwnie. Romantyczny Paryż zamienia się w zimne oraz pełne niebezpieczeństw miasto, w którym świat przestępczy przeżywa swój rozkwit. Problemem handlarzy jest jednak córka bezkompromisowego człowieka, z którym nie warto było zadzierać. Ogromnym walorem filmu jest dynamiczność, szybkie zwroty akcji nie pozwalające odbiorcy nawet przez chwilę oderwać oka od ekranu. Oczywiście ten plus nie został opłacony zawiłością fabuły, czy pozbawieniem jej głębszej treści. 

Zwarta, utrzymująca w napięciu historia jest doskonałym wyborem na wieczorny seans. Choć sam opis może wydawać się próbą skorzystania z już przetartej ścieżki, w rzeczywistości film co chwilę nas zwodzi nie pozwalając nawet na moment znużenia. A to wszystko jest zasługą głównego bohatera, który w odróżnieniu do wielu kolegów z gatunku, zamiast toczyć bezsensowne dialogi z przeciwnikiem od razu przechodzi do czynu.

Unknown (2011)
(pol. ''Tożsamość'')
Po ''Uprowadzonej'' zainteresowały mnie inne filmy z udziałem L. Neeson'a. Chociaż aktor był mi już wcześniej znany, nigdy nie kojarzyłem go z ról pierwszoplanowych. Szczerze mówiąc, nie należy on do moich ulubionych aktorów. Mimo wszystko, swoją grą aktorską oddał charakter postaciom, w które się wcielił. Nie inaczej jest z filmem ''Unknown'', w którym główny bohater dowiaduje się, że jego dotychczasowe życie jest zaledwie iluzją.

Dr Martin Harris przylatuje wraz z żoną do Berlina, aby wygłosić swój wykład. W drodze do hotelu zauważa jednak, że zgubił swój bagaż. Nie zastanawiając się dłużej, czym prędzej zawraca na lotnisko odebrać zgubę.

Podczas drogi dochodzi do wypadku samochodowego, w wyniku którego Martin budzi się dopiero po kilku dniach w szpitalu. Zaniepokojony faktem, że nikt nie zgłosił jego zaginięcia, czym prędzej wyrusza do hotelu, w którym był zakwaterowany. Po przybyciu na miejsce odnajduje żonę, która go nie rozpoznaje. Co gorsze, spotyka przy niej mężczyznę podającego się za M. Harris'a.

Pozbawiony tożsamości oraz środków do życia mężczyzna zmuszony jest odnaleźć się w nowej rzeczywistości. W tych wrogich, a co najważniejsze niezrozumiałych okolicznościach, jedyną godną zaufania osobą pozostaje kobieta, która kierowała taksówkę podczas wypadku. W niedługim czasie para odkrywa, że pewnym kręgom osób zależy na tym, aby przeszłość Martina Harris'a nigdy nie ujrzała światła dziennego.

Prawdę mówiąc, pierwszy z filmów wywarł na mnie większe wrażenie. Nie oznacza to jednak, że ''Unknown'' jest mierną produkcją. W odróżnieniu od poprzednika, film ten jest znacznie bardziej efektowny, jeśli chodzi o ilość pościgów, strzelanin czy wybuchów. Oczywiście, powodem tych sytuacji jest przeszłość głównego bohatera (która mnie osobiście zaskoczyła). Pomimo licznych scen akcji, złożona i niebanalna historia jest niemniej warta polecenia.

Przedstawiłem dwa - według mnie - mocne filmy, które zdają się wyłamywać z powszechnego zjawiska przerostu formy nad treścią produkcji opierających się na mało skomplikowanej fabule. Na próżno szukać w nich wielkich ambicji, górnolotnych haseł, ale nie to było ich głównym zamiarem. W końcu każdy z nas ma czasami ochotę odprężyć się przy niewymagającym, lecz dobrym tytule. Jest nim zarówno opisany ''Taken jak i ''Uknown'', które połączyła nie tylko obecność tego samego aktora, ale także zgrabny pomysł i jego realizacja.

0 comments: